Film dokumentalny Rafała
Skalskiego zatytułowany „Nurt” to filmowe złoto, zrealizowane z prawdziwą
hollywoodzką werwą. W bardzo fajnej i przystępnej formule przypomniano wyczyn,
o którym historia zapomniała. To taki rodzaj dokumentalnej opowieści, która
mogłaby podbić międzynarodowy świat kina dokumentalnego i śmiało liczyłaby się
w rywalizacji o Oscara.
Na Millennium Docs Against Gravity obejrzałem już sporo udanych filmów dokumentalnych, ale żaden nie porwał mnie tak bardzo, jak „Nurt”. Ta historia miała miejsce w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku i przybliża losy śmiałej wyprawy kajakowej od źródeł do ujścia Amazonki. W międzynarodowym gronie uczestników byli też Polacy... i tylko jedna kobieta. Wydarzenie to trafiło do Księgi Rekordów Guinnessa, ale wydaje mi się, że zostało zapomniane przez historię. Rafał Skalski i jego zespół odkopali archiwalne materiały, spotkali się z uczestnikami tamtych zmagań i opowiedzieli o wyprawie, która zdecydowanie do łatwych nie należała. I nie chodzi tutaj tylko o spotkanie z legendarną rzeką, na trudności składało się wiele przyczyn.
Podobnych historii o śmiałych wyprawach, rekordach, osiągnięciach czy pokonywaniach barier było w kinie dokumentalnym mnóstwo, ale „Nurt” wyróżnia się na tym tle dynamiką, świetnym montażem oraz umiejętnym reżyserowaniem archiwów i łączeniem ich ze współczesnymi nagraniami, które potrafią zaskakiwać. Bo największa siła filmu to grupa ciekawych i fascynujących osób, które wspominają tamte wydarzenia.
Uczestnicy tamtej wyprawy czy to z humorem czy z powagą, ale zawsze ze swadą, opowiadają o jej przebiegu i nawet po latach dostrzec można pasjonującą rywalizację między nimi, konflikty w zespole, mierzenie się na wielkość ego, które odegrało wtedy znaczącą rolę. Przede wszystkim widać jednak w filmie trud wyzwania, grupę dzielnych, ale też trochę szalonych osób, które postanowiły pokonać jedną z najtrudniejszych rzek płynących na naszej planecie.
Rafał Skalski świetnie to wszystko połączył, ale zapewne gratulacje należą się całemu zespołowi, który mając tak świetny temat, tak dobre materiały i żyjących świadków, opracował genialny plan umiejętnego zespolenia tego w fascynującą filmową całość. W innych rękach otrzymalibyśmy zapewne klasyczny w formie film dokumentalny o znaczącym osiągnięciu, ale „Nurt” został przygotowany z prawdziwym filmowym napięciem, z dynamicznie przebiegającą akcją, przywodzącą na myśl biegnący z dużą prędkością i pełen zakrętów... nurt rzeki. Obok spokojnych momentów, mamy też zwroty akcji, wiele trudności, niebezpieczną rzekę, ale też górskie szlaki, rosnące napięcie, starcia, rywalizację, spotkanie z partyzantami, kule świszczące nad głowami, ale też... prawdziwy romans. I wszystko to w pięknych okolicznościach południowoamerykańskiej przyrody.
Ogląda się „Nurt” znakomicie, bo to kino z najwyższej filmowej i dokumentalnej półki. Jeśli tylko uda się nim zainteresować zagranicznych partnerów, jeśli pod swoje skrzydła weźmie ten film, duży amerykański gracz i pojawią się partnerzy, którzy w niego uwierzą, to widzę przed „Nurtem” drogę prowadzącą film do Oscara. To ten rodzaj kina dokumentalnego, które lubią duże amerykańskiej studia i dystrybutorzy doceniający opowieści o pokonywaniu barier nie do pokonania, ale też o konfliktach czy miłości. „Nurt” ma tutaj wszystkie te elementy, to prawdziwe filmowe złoto. Warto zapukać do HBO czy National Geographic :)
Na zachętę zwiastun, o planach kinowej dystrybucji i festiwalowej drodze filmu będę się starał informować na blogu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz