Wygląda na to, że premiera filmu „Joker:
Folie à Deux” na festiwalu w Wenecji odbiła się rykoszetem w całym festiwalowym
świecie. W tym roku na festiwalu w Cannes, po raz pierwszy od 2017 roku, nie
pojawi się żaden duży film z Hollywood. Fabryka Snów nie chce już promocji na
festiwalach tej klasy? Boi się pierwszych i szybkich opinii, czy ogranicza
koszty na promocję?
Studia filmowe w Hollywood coraz częściej unikają światowych premier na dużych festiwalach, takich jak Cannes. W tym roku po raz pierwszy od 2017 roku nie zadebiutuje tam żaden film dużego studia z Hollywood. Kilka amerykańskich tytułów, „The Man I Love” i „Paper Tiger”, pojawi się w konkursie, ale są to produkcje niezależne.
Skąd ta nagła zmiana o 180 stopni? Tricia Tuttle, dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, łączy obecne wycofanie się studiów z premier festiwalowych z przyjęciem filmu „Joker: Folie à Deux” w Wenecji w 2024 roku. W artykule THR „Dlaczego Hollywood znika z Cannes?” wskazuje na festiwalowy debiut tego filmu jako punkt zwrotny w podejściu studiów do wypuszczania dużych tytułów w obecności krytyków i doświadczając wczesnej reakcji publiczności.
Ujmuje ona ten problem konkretnie jako kwestię kontroli i ryzyka, mówiąc, że „istnieje nerwowość związana z recenzjami pojawiającymi się na długo przed premierą i koniecznością kontrolowania sposobu, w jaki filmy o takiej skali są wprowadzane na rynek. Stawka jest bardzo wysoka”. Chodzi o to, że gdy tylko popularny film zostanie wyświetlony na festiwalu, jego reputacja może natychmiast się ugruntować — często zanim studio zdąży zareagować lub zmienić strategię marketingową. W dodatku pojawienie się w Cannes ekipy dużego filmu to znaczący koszt dla studia, które samo opłaca ich przelot i zakwaterowanie.
Po premierze na festiwalu w Wenecji „Joker: Folie à Deux” otrzymał wiele nieprzychylnych opinii od krytyków, wśród widzów rozpoczęła się również negatywna kampania. Film wchodził do kin, z opinią nieudanego. Dodam od siebie, że opinią bardzo niezasłużoną.
Podobnie sprawa miała się rok wcześniej w Cannes, gdy debiutował tam „Indiana Jones i artefakt przeznaczenia”, który zebrał również wiele nieprzychylnych opinii. Film rozczarował swoim wynikiem w kinach na świecie. Disney zaliczył poważną wpadkę.
Wygląda na to, że studia filmowe coraz bardziej obawiają się premier festiwalowych i zbyt wczesnej utraty kontroli nad narracją. Po premierze filmu pierwsza fala reakcji pojawia się szybko, zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych.
Z drugiej strony, premiery w Cannes filmów „Top Gun: Maverick” czy „Elvis” nie zaszkodziły im w późniejszej drodze kinowej. Może po prostu warto wystawiać w Cannes udane filmy tego typu? Zastanawia przypadek studia A24, które od lat przywoziło do Cannes swoje duże filmy, ale w tym roku firma ta nie ma znaczącej premiery. Czyżby i oni byli niezadowoleni z zeszłorocznej premiery „Eddingtona”?
Hollywood kalkuluje, a gra idzie o wielkie pieniądze. Nieprzypadkowo Warner Bros. zrezygnował w zeszłym roku z festiwalowej drogi filmu „Jedna bitwa po drugiej”, co nie przeszkodziło mu zdobyć głównych Oscarów, ale nie uchroniło filmu przed dużymi stratami finansowymi. W tym roku Warner rezygnuje z pokazywania na festiwalach filmu „Digger” Alejandro Gonzaleza Inarritu.
A Cannes? Brak nowych produkcji z Hollywood będzie nadrabiany otwartym pokazem pierwszej części „Szybkich i wściekłych”, w którym wezmą udział Vin Diesel , Michelle Rodriguez i Jordana Brewster, a także producent Neal H. Moritz i Meadow Walker, córka zmarłego Paula Walkera.
I co? I bardzo dobrze! Cannes powinno być miejscem premier przede wszystkim filmów autorskich i artystycznych, tak postrzegam to wydarzenie, a nie miejscem kolorowych świateł Fabryki Snów. Może więc odwrócenie się Hollywood od festiwali, wyjdzie im na dobre? [źródło THR, World of Reel]
Tymczasem festiwal w Cannes wystartował. Film otwarcia rozczarował, ale do 23 maja w tym miejscu pojawi się wiele bardzo oczekiwanych produkcji podpisanych przez mistrzów światowego kina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz