Na koniec listopada zapowiadane
są premiery dwóch klasycznych filmów. Trafią wtedy do kin „Nakarmić kruki”
Carlosa Saury i nieszczęsny „Wiedźmin”, pierwsza filmowa wersja opowieści
stworzonych przez Andrzeja Sapkowskiego.
Film „Nakarmić kruki” Carlosa Saury premierę miał dokładnie 50 lat temu, jest to więc dobra okazja, aby przypomnieć to klasyczne dzieło współczesnemu widzowi.
Rok 1975. Po śmierci rodziców Ana (Ana Torrent) i jej dwie siostry są wychowywane przez ciotkę Paulinę i nieco zgorzkniałą, lecz czułą służącą Rosę. Wewnętrzny świat snów, wspomnień i fantazji małej Any tworzy jej własną wersję rzeczywistości, podporządkowaną regułom dziecięcej wyobraźni.
Ten jeden z najbardziej znanych filmów Carlosa Saury, który pokazuje ludzką bezradność wobec bezdusznego losu, można odczytywać na wiele sposobów. Z jednej strony jest to opowieść o uwięzionej, przechodzącej z pokolenia na pokolenie kobiecości, intrygujące studium dziecięcej psychiki, rozdartej między sferą doznań realnych i wyobrażonych. To także metafora Hiszpanii u schyłku faszyzmu i nieuchronnie zbliżających się przemian, budzących lęki i stawiających przed trudnymi wyborami. W filmie została wykorzystana nieznana wcześniej piosenka Jeanette Dimech pt. Porque te vas, która wraz z artystycznym sukcesem obrazu Saury zdobyła popularność na całym świecie i stała się jednym ze szlagierów lat 70. XX wieku. W roli głównej hipnotyczna Geraldine Chaplin.
Film był nominowany do Złotego Globu oraz zdobył wiele nagród, m.in. Nagrodę Specjalną Jury - Srebrną Palmę w Cannes w 1976 roku. Film do polskich kin wprowadzi Past Perfect, a re-premiera zapowiadana jest na 27 listopada.
Tego samego dnia, z okazji 25-lecia od premiery do naszych kin powróci „Wiedźmin” w reżyserii Marka Brodzkiego i z Michałem Żebrowskim w roli tytułowej. Wiele się przez te 25 lat zmieniło, czy film zyskał na uznaniu? Dystrybutor wierzy w ten film i tak pisze w zapowiedzi na festiwalu Octopus:
Od premiery „Wiedźmina” z Michałem Żebrowskim minęło ćwierć wieku. Jeśli wtedy śmialiśmy się z filmu Marka Brodzkiego, to teraz – po przeładowanym CGI czwartym sezonie serialu z Liamem Hemsworthem – powinniśmy się z nim przeprosić. I zauważyć przy okazji, że choć polscy twórcy działali na niewielkim budżecie, który uniemożliwił realizację efektownych scen batalistycznych, to ich „Wiedźmin” miał świetny scenariusz, fantastyczne aktorstwo i doskonałą ścieżkę dźwiękową autorstwa Grzegorza Ciechowskiego.
To może być ciekawe doświadczenie, bo też miejsce Wiedźmina w popkulturze przez te 25 lat radykalnie się zmieniło. Tu nie tylko o serial Netflixa chodzi, ale przecież także o gry czy komiksy i kolejne opowieści pisane przez Andrzeja Sapkowskiego.
A ja powracam do wspomnień, bo byłem na planie „Wiedźmina” w Gniewie, byłem na pamiętnej premierze w Warszawie. Tamte wydarzenia mocno wpisały się w moją pamięć, „Wiedźmin” wtedy uznany za porażkę, dziś jest dla mnie pięknym wspomnieniem około filmowym. Czy spotkanie po latach zmieni nastawienie do filmu? Z pewnością się wybiorę na „Wiedźmina” do kina.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz