Na festiwalu w Cannes odbyła się
też premiera drugiego filmu koprodukowanego przez polską kinematografię. „Historie
równoległe” Asghara Farhadiego nie zebrały entuzjastycznych opinii, a zdania na
temat filmu są podzielone. W dniu premiery filmu zmarł jego współtwórca,
Krzysztof Piesiewicz.
„Historie równoległe” opowiadają o pisarce, która odkrywa trójkąt miłosny rodzący się między braćmi a tajemniczą kobietą o imieniu Anna. Film trafi do kin jeszcze w tym roku. Film inspirowany jest „Dekalogiem VI” Krzysztofa Kieślowskiego, który później przerobiono na „Krótki film o miłości”. Producentami wykonawczymi filmu są Krzysztof Piesiewicz i Maciej Musiał. Śmierć Piesiewicza w dniu światowej premiery filmu i 30 lat po odejściu Kieślowskiego, ma wymiar bardzo symboliczny. Na film irańskiego twórcy, bardzo w Cannes czekano. W obsadzie znalazły się największe gwiazdy francuskiego kina z Isabelle Hupert, Catherine Deneuve, Vincentem Casselem, Virginią Efira i Pierrem Nineyem na czele.
Dramat psychologiczny Farhadiego koncentruje się na postaci Sylvie, granej przez Isabelle Huppert, znanej, ale pozbawionej kreatywności pisarki, która zaczyna szpiegować sąsiadów po drugiej stronie ulicy w poszukiwaniu inspiracji. Sytuacja zmienia się, gdy Sylvie zatrudnia młodego asystenta (Adam Bessa), a historie, które wymyśla o obserwowanych przez siebie ludziach, zaczynają wtapiać się w rzeczywistość, zacierając granicę między fikcją a rzeczywistością.
Niestety po pierwszych pokazach „Historii równoległych” pojawiło się sporo chłodnych opinii na temat filmu. Można w nich przeczytać: „Istnieje pewien rodzaj filmowego rozczarowania, które boli bardziej niż zły film – to dobry film, który traci swój charakter”; „Znakomita obsada Parallel Tales nie jest w stanie wynieść potencjalnego metadramatu Ashgara Farhadiego ponad jego wrodzoną ckliwość”; „...pomimo oceanu melancholii, który stopniowo ogarnia bohaterów, to absurd pewnych sytuacji i osobliwe poczucie humoru... ostatecznie definiują artystyczną trajektorię filmu”; „Historie równoległe” wydają się kompletnie puste. Niezależnie od tego, jaka była jego imponująca inspiracja, film równie dobrze mógłby nosić tytuł „Długi film o podglądaniu”; „Rzadko kiedy na ekranie można było tak wyraźnie zobaczyć, jak filmowiec gubi się we własnym labiryncie, nie zdając sobie sprawy, że wszystkie ścieżki, które uparcie próbuje eksplorować, to jałowe ślepe zaułki, które ostatecznie graniczą z absurdem”; „Najnowszy film Farhadiego jest słaby ze względu na powtarzalność i brak wniesienia czegokolwiek nowego do opowieści o wyobraźni i podglądactwie”.
Jedną z nielicznych pozytywnych opinii wystawił mu Deadline piórem Pete’a Hammonda, któremu ufam: „To, co Farhadi genialnie stworzył, ostatecznie wydaje się całkowicie oryginalne i przepysznie dopracowane pod każdym względem. To jedna z tych wyśmienitych historii z genialnymi bohaterami, które wciągają czytelnika od samego początku i nie puszczają go ani na chwilę”.
Również w polskiej prasie dość chłodno pisze się o filmie. Kuba Armata dla „Gazety Wyborczej”: „Siłą kina Kieślowskiego zawsze była prostota i emocjonalna głębia. Niestety, jednego i drugiego brakuje mi w "Historiach równoległych". [...] Tytułowe historie równoległe rozgrywają się między rzeczywistością a literacką fikcją. Gubią się w tym bohaterowie, pogubić mogą też widzowie, bo narracja, jaką zaproponował Farhadi jest dość chaotyczna. [...] Mimo że te filmy opowiadają o uniwersalnych tematach - miłości, obsesji, kłamstwie, moralności, to co u Kieślowskiego było intymne, u Farhadiego staje się intelektualną grą, która bardziej dystansuje, niż porusza”. Anna Tatarska dla „Vogue”: „Wspaniała obsada, ciekawy punkt wyjścia, a jednak efekt końcowy nieco rozczarowuje. Szukam powodów tego odczucia, powoli, metodycznie rozkładając całość kinowego doświadczenia na części pierwsze. Intuicja podpowiada, że nie do końca wiem, jaki oglądam film, i czuję, że także reżyser tego nie wie. W teorii gęsto intelektualnie, z pomysłem, w realizacji nieco zbyt enigmatycznie i niestety z nielubianą nutką patosu”. Nieco bardziej pozytywną ocenę znajduję w Onet.pl, gdzie Marcin Radomski napisał: „Nowe dzieło irańskiego reżysera okazuje się intrygującym dialogiem z Krzysztofem Kieślowskim, choć emocjonalnie nie zawsze dorównuje sile swoich inspiracji”.
Premiera filmu w kinach zapowiadana jest na ten rok. Czy po tak wielu gorzkich słowach, Farhadi dokona jakiejś korekty swojego filmu? I czy projekt Macieja Musiała, aby przenieść na ekran kolejne części „Dekalogu” będzie kontynuowany?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz