Taika Waititi dał do zrozumienia,
co myśli o współczesnej krytyce filmowej. Reżyser "Jojo Rabbit" w
mocnych słowach zareagował na niskie noty, jakie wystawiono jego najnowszemu
dziełu pt. "Klara i słońce". Twórca stwierdził, że większość krytyków
jest "oderwana od rzeczywistości" i niespełniona zawodowo.
Najnowszy film Taika Waititi zbiera nieprzychylne opinie, nie zarabia też znaczących pieniędzy w kinach. Adaptacja powieści Kazuo Ishiguro nie jest przebojem, nie jest też dziełem, które przesadnie się wyróżnia.
Waititi zdaje się jednak nie przejmować opinią prasy. Co więcej, w opublikowanym niedawno instagramowym poście oświadczył, że od ponad dekady nie przeczytał ani jednej recenzji swojego filmu. Powód tej decyzji jest prosty - zdaniem Waititiego krytyką filmową zajmują się niespełnieni filmowcy, którzy wykorzystują każdą okazję do tego, by wytknąć twórcom błędy. "Od blisko 15 lat nie czytałem żadnej recenzji czegokolwiek, co byłoby skierowane do mnie lub moich kolegów. Ale słucham ludzi" - wyznał reżyser. Waititi wyszedł z apelem do innych filmowców, których dzieła spotkały się z krytyką. "W to Halloween pomyślmy więc o tych smutnych, zagubionych duszach, którym nie udało się spełnić marzeń o byciu artystami, więc zostały krytykami. To ci sami ludzie, którzy nienawidzili też 'Jojo Rabbit'. Nieistotni. Oderwani od rzeczywistości. Przestarzali. Do kosza" - stwierdził. W podobnym tonie wypowiedziała się niedawno także gwiazda "Klary i słońca" Jenna Ortega. Aktorka przyznała, że szerokim łukiem omija recenzje swoich filmów, bo w przeciwnym razie "doprowadziłoby to ją do psychozy".
"Klara i słońce" w reżyserii Taiki Waititiego to adaptacja powieści pod tym samym tytułem autorstwa brytyjsko-japońskiego noblisty Kazuo Ishiguro. Opowiada historię Klary (Jenna Ortega), robota zasilanego energią słoneczną, który towarzyszy ludziom w zmaganiach codziennego życia. Główna bohaterka nawiązuje silną więź ze swoją nową właścicielką Josie (Mia Tharia). Klara wnosi do jej życia promienie słońca, pomaga uporać się z trudnościami i naprawić skomplikowaną relację z matką (Amy Adams).
***
No tak, klasyka... I spore rozczarowanie osobą tego reżysera. Taika Waititi dołączył do grona twórców, którzy nie są w stanie przyjąć słów krytyki, a piszących o filmie wrzucają do jednego wora tych wszystkich sfrustrowanych, którym się nie powiodło. Słyszę takie teksty od lat. Problem w tym, że Waititi nie czyta recenzji, nie wie nawet, co w nich się znajduje i czy ktoś nie podejmuje w swojej analizie sensownej oceny jego najnowszego filmu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz