środa, 18 lutego 2026

Świat kina nie chce być obojętny

Na Berlinale nie ustaje dyskusja wokół tematu zaangażowania filmowców w sprawy polityczne. Jury mówi, że filmowcy nie powinni się angażować, organizatorzy ich bronią, ale wielu filmowców ze świata mocno krytykuje postawę organizatorów festiwalu.

Festiwalowi zarzuca się apolityczność, ale świat kina nie milczy. Ponad 80 przedstawicieli przemysłu filmowego podpisało list otwarty, w którym krytykują postawę organizatorów wydarzenia. Zarzuty pojawiają się także wobec kolejnych gości festiwalu, którzy nie chcą zabierać głosu na temat bieżących wydarzeń.

Wśród sygnatariuszy pisma znaleźli się między innymi aktorzy Brian Cox, Javier Bardem, Peter Mullan, Tatiana Maslany, Tilda Swinton i Tobias Menzies oraz twórcy Adam McKay, Lukas Dhont, Miguel Gomes i Mike Leigh. Wyrazili oni swoje rozczarowanie decyzjami organizatorów wydarzenia dotyczącymi zbrodni w Gazie. Jako przykład podali sytuacje z zeszłego roku. Twórcy, którzy podejmowali temat z festiwalowej sceny, mieli być karceni przez przedstawicieli festiwalu. "Organizatorzy Berlinale fałszywie zarzucili jednemu filmowcowi, że jego poruszająca przemowa - oparta na prawie międzynarodowym i solidarności - była 'dyskryminująca'" - czytamy w liście.

Sygnatariusze odnieśli się także do słów Wima Wendersa, przewodniczącego jury Konkursu Głównego 76. MFF w Berlinie. Zapytany podczas konferencji prasowej o sytuację w Gazie i wsparcie rządu niemieckiego dla Izraela, reżyser odpowiedział, że filmowcy "powinni trzymać się z dala od polityki." "Jesteśmy dla niej przeciwwagą, jej odwrotnością. Musimy wykonać pracę ludu - nie pracę polityków" - mówił. Dodał także, że filmy nie zmienią poglądów i działań ludzi u władzy. Według osób, które podpisały się pod listem, polityka i kino nie mogą być od siebie oddzielone.

"Berlinale jak dotąd nie spełniło żądań przedstawicieli [przemysłu filmowego], by wydać oświadczenie, które potwierdzałoby prawo Palestyńczyków do życia, godności i wolności […] oraz ochronę praw artystów do swobodnego wypowiadania się w obronie zaatakowanych. To minimum, które można i powinno się zrobić" - czytamy w dalszej części listu. Przypomniano także, że festiwal w przeszłości jasno wypowiedział się w obronie obywateli Iranu i Ukrainy.

W reakcji na wypowiedź Wendersa z udziału w festiwalu zrezygnowała pisarka Arundhati Roy, która miała uczestniczyć w pokazie odrestaurowanej wersji filmu "In Which Annie Gives It Those Ones" z 1989 roku. "Słowa, że sztuka nie powinna być polityczna, są szokujące. To sposób, by zakończyć dyskusję o zbrodniach przeciwko ludzkości, które rozgrywają się przed naszymi oczami - a artyści, pisarze i filmowcy powinni robić wszystko, by je powstrzymać" - napisała w oświadczeniu. Z programu festiwalu wycofano także pokazy filmów "The Dislocation of Amber" (1975) Husseina Shariffe'a i "Sad Song of Touha" (1972) Atteyata El Abnoudy'ego.

Nie są to jedyne kontrowersje podczas festiwalu. Krytyka spadła także na aktorkę Michelle Yeoh, która podczas gali otwarcia została nagrodzona Honorowym Złotym Niedźwiedziem za całokształt pracy twórczej. Nie chciała ona skomentować polityki masowych deportacji administracji Donalda Trumpa.

Z kolei aktor Neil Patrick Harris, którego najnowszy film "Sunny Dancers" znalazł się w sekcji Generations, otrzymał pytanie o polityczność kina. "Żyjemy w podzielonym społeczeństwie i, jako artysta, zawsze chciałem kręcić filmy apolityczne, ponieważ wszyscy, jako ludzie, chcemy do siebie jakoś dotrzeć" - odpowiedział aktor. Jego słowa także spotkały się z krytyką.

Z kolei Ethan Hawke, którego "The Weight" jest pokazywany w sekcji pozakonkursowej, został zapytany o treść listu. Przyznał, że nie miał świadomości, że takowy został wystosowany. "Czuję, że w twoim pytaniu jest jakiś cel, który różni się od mojego. Niemniej, szanuję cię i twoje pytanie" - odpowiedział aktor, który walczy o Oscara za główną rolę w filmie "Blue Moon". Dziennikarz, który zadał pytanie, stwierdził później w mediach społecznościowych, że odpowiedź Hawke'a była "protekcjonalna", a on sam miał "moralny obowiązek" skomentowania sprawy. Należy zaznaczyć, że "The Weight", z którym Hawke przyjechał do Berlina to thriller opowiadający o grupie więźniów w latach 30. XX wieku, którym naczelnik obiecuje wolność w zamian za wykonanie dla niego niebezpiecznego zadania. Film nie porusza współczesnych kwestii międzynarodowych. [źródło interia.pl]

1 komentarz:

  1. Filmowców nie powinno się ograniczać. Jeśli chcą kręcić uniwersalne historie bez polityki, mają do tego prawo. Ale jeśli chcą opowiedzieć się po którejś ze stron, też mają do tego prawo. Nie powinno się narzucać tego samego zdania wszystkim twórcom. Właśnie kino powinno charakteryzować się wolnością słowa i swobodą wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń