niedziela, 15 lutego 2026

Burza na Berlinale po wypowiedziach jury

Organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie wydali specjalne oświadczenie, po  wypowiedziach jury na temat zaangażowania twórców filmowych w sprawy polityki. W środowisku filmowy zawrzało, dyskusja przetacza się przez media.

Sprawa zaczęła się kilka dni temu po tym, jak na konferencji prasowe z udziałem jury konkursu głównego (w tym gronie jest m.in. Ewa Puszczyńska). Jeden z dziennikarzy zapytał, czy — w świetle tego, że "festiwal okazał solidarność z obywatelami Ukrainy i Iranu", a tymczasem "niemiecki rząd wspiera wojnę w Gazie" — członkowie jury wspierają "selektywność w respektowaniu praw człowieka". Głos w sprawie zabrała też Ewa Puszczyńska: "Takie pytanie jest odrobinę nie w porządku. Oczywiście, że próbujemy rozmawiać z ludźmi, z każdym widzem, i staramy się sprowokować ich do myślenia. Ale nie możemy być odpowiedzialni za to, czy zdecydują się poprzeć Izrael czy Palestynę. Trwają inne wojny, podczas których dochodzi do ludobójstwa, i o nich też nie mówimy". Wenders dodał: „Musimy trzymać się z dala od polityki. Jesteśmy przeciwwagą dla polityki, jesteśmy jej przeciwieństwem. Musimy pracować w imieniu ludzi, a nie polityków. Kręcąc filmy manifestacyjnie polityczne, wkraczamy na pole polityki. Żaden film nie zmienił poglądów jakiegoś polityka. Ale możemy zmienić poglądy ludzi na to, jak powinni żyć. Kino ma niesamowitą moc współczucia i empatii. Wiadomości i polityka nie są empatyczne, ale kino jest”. 

Wypowiedzi jury rozpoczęły dużą dyskusję na samym festiwalu, ale też w licznych wypowiedziach w internecie.

Marcin Borchardt, reżyser między innymi filmu „Beksińscy. Album wideofoniczny” napisał w mediach społecznościowych obszerną analizę sytuacji, która oddaje nastroje dotyczące tej sprawy:

Wypowiedź Wima Wendersa, przewodniczącego jury konkursu głównego rozpoczynającego się właśnie Berlinale, że kino powinno trzymać się z dala od polityki, brzmi dziś jak deklaracja z innej epoki, albo gest obronny wobec świata, który domaga się natychmiastowej deklaracji „po której jesteś stronie”. Można ją też czytać jako próbę ocalenia autonomii filmu przed jego całkowitą instrumentalizacją, albo pean, że kino działa w innej skali czasu, buduje wrażliwość, kształtuje spojrzenie, nie wydaje wyroków. W tym sensie stanowisko reżysera jest spójne z tradycją europejskiego modernizmu filmowego.

Problem polega na tym, że historia kina nie zna stanu niewinności. Kino zawsze było uwikłane. Było narzędziem propagandy, narzędziem oporu, narzędziem pamięci. Twórcy, którzy twierdzili, że zajmują się wyłącznie formą, często służyli konkretnym systemom, nawet jeśli nie deklarowali wobec nich lojalności. Ci, którzy świadomie wchodzili w polityczny spór, robili to z różnym skutkiem, ale przynajmniej nie udawali, że istnieje przestrzeń całkowitej neutralności.[...]

Dlatego jego wypowiedź jest dalece niewystarczająca. Jeśli świat znajduje się na krawędzi, artysta nie ma obowiązku o niego walczyć, angażować się w to czy tamto, albo krzyczeć, lecz ma obowiązek być świadomy, że jego milczenie także coś znaczy. W tym sensie autonomia sztuki nie polega na odcięciu się od rzeczywistości, lecz na zdolności do jej pogłębionego, krytycznego, artystycznego przetworzenia. Ucieczka w „czystość” jest złudzeniem. Odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie twórca rozumie, że nawet najbardziej kontemplacyjny obraz jest politycznym elementem większej gry o przyszłość.

To jedna z bardzo wielu wypowiedzi na ten temat, ale też wiele innych osób nie przebiera w słowa, wszystko zależy od autora komentarza, jego autorytetu, spojrzenia na świat, zaangażowania w sprawy społeczne i polityczne.

Na festiwalu w Berlinie sprawa ta przybrała dodatkowy wymiar, bo goście festiwalu i jego jurorzy od kilku dni są zasypywani pytaniami o polityczne zaangażowanie filmowców, o ich rolę, ale też rolę samego festiwalu, który przez wiele lat był bardzo ważnym głosem w politycznej dyskusji, na Berlinale dochodziło do wielu politycznych deklaracji i odbywało się wiele dyskusji o polityce. Najsłynniejsza sprawa, to zamieszanie wokół „Łowcy jeleni” i protest delegacji radzieckiej, sprzeciwiającej się obecności tego filmu na festiwalu.

Wiele osób zostało dotkniętych wypowiedzią Wima Wendersa. Reżyserka Arundhati Roy, której film prezentowany jest w sekcji poświęconej klasyce filmowej, odwołała swój przyjazd do Berlina. Jest to jej sprzęcie wobec deklaracji przewodniczącego jury, z którym się po prostu nie zgadza.

Większość gości festiwalu unikała udzielania bezpośrednich odpowiedzi na pytania dziennikarzy o charakterze politycznym zadawane podczas konferencji prasowych, co samo w sobie stało się tematem dyskusji i wywołało oburzenie wśród przedstawicieli mediów, a także w mediach społecznościowych.

Do sytuacji odnieśli się też przedstawiciele festiwalu, a specjalne oświadczenie przygotowała dyrektorka festiwalu Tricia Tuttle tytułując je: „O mówieniu, kinie i polityce”. Napisała ona między innymi:

Istnieje wiele różnych rodzajów sztuki i wiele różnych sposobów uprawiania polityki. Podejścia poszczególnych osób są bardzo zróżnicowane.

Ludzie domagają się wolności słowa na Berlinale. Wolność słowa jest na Berlinale obecna. Jednak coraz częściej od filmowców oczekuje się, że odpowiedzą na każde zadane im pytanie. Są krytykowani, jeśli nie odpowiadają. Są krytykowani, jeśli odpowiadają, a my nie lubimy tego, co mówią. [...]

W tegorocznym programie znalazło się 278 filmów. Prezentują one wiele perspektyw. Są filmy o ludobójstwie, przemocy seksualnej w czasie wojny, korupcji, przemocy patriarchalnej, kolonializmie czy nadużyciach władzy państwowej. Są tu filmowcy, którzy w swoim życiu doświadczyli przemocy i ludobójstwa, którym grozi więzienie, wygnanie, a nawet śmierć za swoją pracę lub zajęte stanowiska. Przyjeżdżają do Berlina i z odwagą dzielą się swoją twórczością. To dzieje się teraz. Czy wystarczająco nagłaśniamy te głosy?

Tym, co łączy tak wielu filmowców na Berlinale, jest głęboki szacunek dla godności ludzkiej. Nie wierzymy, że na tym festiwalu znajdzie się choć jeden filmowiec, który byłby obojętny na to, co dzieje się na świecie, który nie traktowałby poważnie praw, życia i ogromu cierpienia mieszkańców Gazy i Zachodniego Brzegu, Demokratycznej Republiki Konga, Sudanu, Iranu, Ukrainy, Minneapolis i przerażająco wielu innych miejsc.

Artyści mają prawo do korzystania z prawa do wolności słowa w dowolny sposób. Nie należy oczekiwać od artystów, że będą komentować wszystkie szersze debaty na temat wcześniejszych lub obecnych praktyk festiwalu, na które nie mają wpływu. Nie należy również oczekiwać, że będą wypowiadać się na każdy temat polityczny, który zostanie im przedstawiony, chyba że sami tego chcą. [...] Dziękujemy naszemu zespołowi, gościom, jurorom, naszym filmowcom i wielu innym osobom zaangażowanym w Berlinale za zachowanie zimnej krwi w tych gorących czasach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz