wtorek, 2 czerwca 2026

Kim Longinotto ze Smokiem Smoków. Laudacja

Krzysztof Gierat. przewodniczący Rady Programowej KFF. wygłosił bardzo interesującą laudację, która dedykowana była Kim Longinotto, laureatce Smoka Smoków na 66. Krakowskim Festiwalu Filmowym. Oto treść tego wystąpienia.

Droga Laureatko, Szanowni Państwo,

Zastąpić wybitnego filmoznawcę prof. Tadeusza Lubelskiego, który przez 25 lat wygłaszał laudacje na cześć laureatów Smoka Smoków to niełatwe zadanie. Jako nowy Przewodniczący Rady Programowej debiutuję w tej roli. Nie dziwcie się więc Państwo, że – zachęcony wyznaniem naszej Noblistki Olgi Tokarczuk - swoje przygotowania zacząłem od pytania zadanego Chatowi GPT, co wie o naszej Laureatce. I wie bardzo dużo.

Jako że wnikliwie zapoznałem się z twórczością Kim Longinotto, mogę powiedzieć, że tym razem nie zmyślał, nie halucynował. Mało tego, potrafił bardzo zgrabnie zreasumować wybitne osiągnięcia naszej laureatki. Przyznaję się Państwu do konfrontacji moich refleksji z modelem AI tym jawniej, że festiwal otwarty został filmem Marca Isaacsa, który mierzy się ze sztuczną inteligencją właśnie w sztuce filmowego dokumentu.

Kim Longinotto nie korzystała jednak ze sztucznej inteligencji, tworząc swoje kolejne rozprawy o świecie i rozprawiając się z jego okrucieństwem. Wyruszała z kamerą w najróżniejsze regiony świata, by opowiadać głównie o kobiecie. I jest trzecią dopiero kobietą, a drugą po Helenie Trestikovej dokumentalistką, wyróżnioną Smokiem Smoków. Wiele je łączy: w sposobie realizacji – styl obserwacyjny, cinema verite,  a w podejściu do bohaterów – empatia, wręcz bliska więź.

Twórczość Kim Longinotto doskonale wpisuje się w ideę naszej nagrody, która jest jednym z najważniejszych wyróżnień w świecie kina dokumentalnego, a przyznajemy ją artystom, którzy nie tylko tworzą wybitne filmy, lecz na trwałe poszerzają granice tego, czym dokument może być. Dziś trafia ona do twórczyni, której kino od 50 lat uczy nas uważności, odpowiedzialności i pokory wobec cudzych historii.

Longinotto od początku swojej drogi wybierała kino obecności zamiast kina tezy. Nie interesowało jej narzucanie światu interpretacji ani podporządkowywanie bohaterów gotowym ideom. Kamera w jej filmach nie przychodzi po to, by obnażać, oskarżać czy klasyfikować. Przychodzi po to, by być blisko, nam zostawiając pole do refleksji.

A przecież trafiała wszędzie tam, gdzie rzeczywistość staje się szczególnie bolesna: do irańskich sądów rozwodowych, japońskich klubów nocnych, afrykańskich schronisk dla maltretowanych dzieci, społeczności żyjących pod presją religii, przemocy i patriarchalnych reguł.

Po filmach Kim Longinotto zostają z nami nie tylko tematy, ale przede wszystkim ludzie i ich postawy. Dziewczynka z „Rozwodu po irańsku” (Divorse Iranian Style), która po godzinach spędzanych w sądzie zaczyna naśladować sędziego i odgrywać jego gesty z niepokojącą dokładnością. Bohaterowie „Chłopaków z Shinjuku” (Shinjuku Boys), idący nocą przez Tokio jak gang z amerykańskiego filmu, choć na co dzień zmuszeni są ukrywać własną tożsamość. Albo młode Japonki z „Dziewczyn z marzeń” (Dream Girls), które uczą się grać idealnych mężczyzn po to, by lepiej odnaleźć się w świecie przez mężczyzn organizowanym.

Longinotto kieruje swoją uwagę przede wszystkim ku kobietom funkcjonującym w warunkach strukturalnej nierówności – wobec prawa, tradycji, ekonomii i wszelkich rodzajów przemocy. Ale jej kino nigdy nie redukuje ich do roli ofiar. Przeciwnie: to kino sprawczości, nawet wtedy – a może zwłaszcza wtedy – gdy sprawczość ta jest krucha, niepełna i wystawiona na porażkę.

Na długo zanim język feminizmu stał się integralną częścią festiwalowych programów i strategii instytucji kultury, Kim Longinotto realizowała go w praktyce filmowej. Bez manifestów. Oddawała kobietom przestrzeń, w której mogły mówić własnym głosem – śmiać się, milczeć, sprzeciwiać, zmieniać zdanie.

W jej filmach jest zresztą wiele humoru, przekory i … jednak nadziei. Mam w pamięci pyskate bohaterki „Rozwodu po irańsku”, triumfalnie śmiejące się do kamery, charyzmatyczną Brendę Myers-Powell z „Łapacza snów” (Dreamcatcher) – byłą prostytutkę, dziś pomagającą innym kobietom, albo poetkę Salmę, zamkniętą przez rodzinę w domu tylko dlatego, że chciała decydować o własnym życiu.

Szczególną wartością twórczości Kim Longinotto jest konsekwentna postawa etyczna. Jej filmy przypominają, że dokument nie daje moralnego prawa do wszystkiego. Że akt filmowania zawsze wiąże się z odpowiedzialnością – za to, co pokazujemy, ale też za to, czego pokazać nie wolno, by nie naruszyć cudzej intymności. Jak blisko tu do postawy zmarłego rok temu Marcela Łozińskiego, naszego przyjaciela i patrona nowej nagrody.

W epoce, w której obrazy cierpienia bywają estetyzowane, a trauma łatwo zamienia się w spektakl, jak w obsypanych ostatnio nagrodami „Popołudniach samotności” (Afternoons of Solitude), Longinotto wybiera formę skromną, niemal przezroczystą. Jej kamera potrafi czasem zatrzymać się odrobinę dłużej – nie po to, by epatować bólem, lecz by nie odwracać wzroku. Tak dzieje się choćby w afrykańskich „Ciotkach” (Rough Aunties), gdzie po stracie dziecka jest najpierw szok, a potem cisza, śpiew i wspólnota kobiet próbujących ocalić godność tych, których świat wcześniej nie chciał słuchać.

Nagroda Smoka Smoków trafia dziś do artystki, której twórczość miała ogromny wpływ na kolejne pokolenia dokumentalistów na całym świecie. Wpływ ten nie polegał na stworzeniu stylu łatwego do skopiowania, lecz na przekonaniu, że film dokumentalny jest przede wszystkim sposobem bycia wobec drugiego człowieka.

Droga Kim,

Twoje filmy przypominają nam, że kamera może być gestem solidarności, a nie dominacji. Że dokument może być aktem słuchania, a nie narzucania swoich racji. I że największa siła kina nie tkwi w spektakularnych obrazach, lecz w zdolności pozostania blisko tych, którym świat zbyt rzadko pozwala mówić własnym głosem.

Przyznając Ci Nagrodę Smoka Smoków Krakowskiego Festiwalu Filmowego, dziękujemy za kino, które od pół wieku przypomina światu, że patrzeć na drugiego człowieka trzeba z odwagą, ale także czułością i pokorą.

To dla nas wielki zaszczyt, że możemy wręczyć dziś tę nagrodę właśnie Tobie.

***

Kim Longinotto jest absolwentką National Film School w Londynie, zdobywczynią licznych nagród i wyróżnień, które otrzymała m.in. w Cannes, na Sundance, Berlinale czy na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Karierę rozpoczęła realizując film dokumentalny “Pride of Place”, będący krytycznym spojrzeniem na własną szkołę z internatem, następnie w “Theatre Girls” udokumentowała życie w hostelu dla bezdomnych kobiet. Od tego czasu konsekwentnie tworzy filmy o kobiecych doświadczeniach w różnych kulturach i systemach społecznych.

To, co wydaje się kluczowe, to wybór bohaterek z którymi się solidaryzuje. Longinotto pokazuje ofiary systemowych naruszeń, ale nie czyni z nich głównych protagonistek, stawiając na pierwszym planie kobiety sprawcze i zaangażowane, działające na rzecz społeczności i poprawy jakości życia wykorzystywanych i wykluczanych.

Longinotto jako dokumentalistka jest niemalże niewidoczna, pozwala życiu rozgrywać się przed obiektywem bez inscenizacji czy ingerencji z jej strony. Jej filmy to cinema verité w najczystszej postaci. W jednym z wywiadów wspominała: “Filmuję ludzi w sytuacjach, w których zapominają o mojej obecności”. Osiąga to dzięki zaufaniu, które buduje z bohaterkami, często spędzając z nimi zaledwie kilkanaście tygodni, ale w pełnym skupieniu, obserwując ich codzienność, wsłuchując się w ich niezwykle intymne historie.

Jej kamera podąża za bohaterkami w miejsca, do których nikt inny nie dociera – od teherańskich sądów rozwodowych po kenijskie wioski, od schronisk dla bezdomnych po japońskie szkoły wrestlingu. Wszędzie tam odnajduje podobne, inspirujące historie: buntu, odwagi i walki o własną godność.

***

Kim Longinotto jest w Krakowie, gdzie można oglądać jej filmy. Uroczystości wręczenia Smoka Smoków towarzyszył pokaz filmu „Rozwód po irańsku” i to było niezwykłe doświadczenie. Autorka zabrała nas do Iranu w 1998 roku i pokazała kilka kobiet walczących o swoją godność w sądzie. Siła tych kobiet była niezwykła, filmowe doświadczenie bardzo ciekawe. Tak wyglądało to 30 lat temu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz