Z nowego raportu Bloomberga
wynika, że David Fincher
zdecydował się nie przedłużać umowy z
Netflixem. Czy kolejne filmy tego twórcy powrócą na stałe do kin? Nie mam nic
przeciwko.
Umowa Finchera z Netflixem wygasa w 2027 roku, a to była wieloletnia zażyłość, która skutkowała realizacji wielu ciekawych przedsięwzięć – filmowych i serialowych.
Fincher współpracuje z platformą streamingową od czasu, gdy w 2013 roku wyreżyserował i był producentem wykonawczym pierwszych odcinków serialu „House of Cards”. W rezultacie „Zaginiona dziewczyna” z 2014 roku była ostatnim filmem kinowym tego twórcy. Co prawda Netflix łaskawie godził się na kinowe pokazy „Zabójcy”, ale to był jedynie zabieg wrzucenia filmu do Oscarowej gry.
Pracując dla Netflixa David Fincher zrealizował trzy filmy, w tym „Mank” z 2020 roku, „Zabójca” z 2023 roku i nadchodzący „The Further Mis-Adventures of Cliff Booth”. Kontynuował produkcję wykonawczą przy „House of Cards” oraz stworzył i wyreżyserował znaczną część uznanego serialu „Mindhunter”, a także animowaną antologię „Love, Death & Robots”.
Fincher pracował także nad innymi projektami dla serwisu streamingowego, które nie doczekały się realizacji. Wśród nich znalazły się: remake brytyjskiego serialu „Utopia”, amerykańska wersja „Squid Game”, prequel „Chinatown” napisany przez Roberta Towne’a oraz western „Bitterroot”.
Co dalej z Fincherem? To ciągle nazwisko liczące się w branży filmowej i zapewne większość studiów w Hollywood będzie zabiegało o współpracę z twórcą „Podziemnego kręgu” i „Siedem”. Czy Fincher otrzyma taką swobodę, jaką dawał mu Netflix? To będzie zapewne tematem licznych negocjacji.
Wiele zależy też od przyjęcia „The Further Mis-Adventures of Cliff Booth”, filmu który powstał na podstawie scenariusza Quentina Tarantino. Jeśli będzie to udany film, David Fincher zyska w negocjacjach silną pozycję.
Mnie odejście Finchera od Netflixa bardzo cieszy, bo cieszy mnie praca znakomitych twórców dla dystrybucji kinowej. Na takie filmy od tego twórcy liczę, choć Fincher jakiś czas temu zachwycał się możliwościami produkcyjnymi Netflixa. Czyżby firma ta, po osiągnięciu znaczącej branżowej pozycji, zaczynała obniżać swoje wydatki na wielkie produkcje i uznanych twórców?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz