wtorek, 15 maja 2018

„Zimna wojna” do Oscara? Film idealny, ale...


Czy ostatnie wypowiedzi Pawła Pawlikowskiego zaprzepaściły szanse „Zimnej wojny” na udział w rywalizacji o Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny? Czy PISF i Ministerstwo Kultury zgłoszą do Oscara film twórcy, który tak mocno krytykuje obecną władzę? Dziś udział „Zimnej wojny” w oscarowej batalii nie jest wcale taki pewny, ale innego tak silnego kandydata nie mamy. Ministerstwo byłoby szalone, gdyby nie zgłosiło tego filmu do Oscara.

Mogę sobie wyobrazić zdenerwowanie ministra kultury i jego personelu, którzy wyraźnie nie byli zadowoleni z wypowiedzi reżysera na temat cenzury artystycznej w Polsce. Czy po wypowiedziach artysty, minister kultury przełknie ostre słowa Pawlikowskiego i mimo tego zgłosi „Zimną wojnę” do Oscara? O wyborze polskiego filmu do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny decyduje na pewno minister kultury i dyrektor PISF, a przez lata powoływano specjalną komisję, która ich w tym wspierała.

Zgodnie z regulaminem Amerykańskiej Akademii Filmowej do kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny zgłoszone mogą być tylko filmy, które w danym kraju miały premierę kinową i regularne pokazy przez siedem kolejnych dni, a nastąpiło to do 1 października tego roku. Filmów spełniających ten warunek jest dużo, ale propozycji realnie mogących zainteresować Amerykańską Akademię Filmową już znacznie mniej.

Idealnym kandydatem do reprezentowania Polski w oscarowej rywalizacji jest „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego. Co ciekawe mocne polityczne wypowiedzi o cenzurze mogą nawet pomóc temu filmowi w batalii o Oscara, ale nie jest to na pewno na rękę polskim władzom, prawicowym mediom i na prawo skręcającemu społeczeństwu. Skąd taka szansa na Oscara? Podobna sytuacja miała miejsce z zeszłoroczną oscarową sytuacją wokół „Klienta” Asghara Farhadiego, do którego wmieszała się polityka i to ona przyczyniła się wydatnie do zdobycia Oscara przez irański film. Sytuacji w obu krajach nie można oczywiście porównywać, ale działa tutaj przecież siła dotarcia, mocny komunikat, a członkowie Akademii nie są ślepi i doskonale wiedzą, że nastroje prawicowe w Polsce są dziś bardzo mocne.

Pawlikowski jest idealnym kandydatem do przyszłorocznego Oscara, między innymi dlatego, że jest już laureatem tej nagrody, którą zdobył za „Idę”. Jeszcze ważniejsze jest to, że jego „Zimna wojna” startuje w konkursie w Cannes, zbiera bardzo dobre opinie, rola Joanny Kulig jest powszechnie zachwalana, a przede wszystkim film ma już amerykańskiego dystrybutora, którym jest bardzo silne Studio Amazon. I do tego film wchodzi do polskich kin już 8 czerwca, co pozwala ruszyć z kampanią oscarową bardzo wcześnie. Te kilka czynników przemawia zdecydowanie za „Zimną wojną”, która filmowo nie jest podobno zabarwiona ideologicznie, choć pojawiły się też obawy, że znajdą się w naszym kraju i tacy, którzy nie będą szczędzili słów krytyki za taki, a nie inny obraz komunizmu w Polsce.

Tak idealnego zestawu argumentów przemawiających za polskim filmem zabiegającym o Oscara, nie mieliśmy od czasu triumfu „Idy”. Jedyny problem to mocne i odważne wypowiedzi Pawła Pawlikowskiego.

Decyzja ostateczna jest po stronie ministerstwa kultury i dyrektora PISF. Jak wyglądała będzie w tym roku procedura wyboru polskiego kandydata do Oscara? Czy wzorem lat poprzednich wytypowana zostanie specjalna komisja selekcyjna i kto w niej zasiądzie? Pytania te zadałem rzecznikowi MKiDN, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Nie ma wątpliwości, że wiele zależy od składu osobowego tego gremium. Z drugiej strony komisja wcale nie musi powstać, a decyzja podjęta może być od górnie. Tak naprawdę komisja nie musieliby się nawet spotykać, bo szkoda na to byłoby ich czasu. Kandydat jest jeden i to bardzo silny. Zasadne wydaje się dziś pytanie, czy ministerstwo i nowy PISF będą chciały rzucić wyzwanie polskiemu środowisku filmowemu, powiedzą „nie!” i jednak nie zgłoszą „Zimnej wojny” do Oscara? Czy wywołają tym samym „zimną wojnę” w polskim środowisku filmowym? Dwa lata temu Małgorzata Szumowska sama nie zgodziła się, by jej „Body/Ciało” startowało do Oscara, choć nie o politykę wtedy chodziło… ale to była inna sytuacja.

Dziś na postawione wcześniej pytania trudno jest odpowiedzieć. Przede wszystkim czekam na werdykt jury festiwalu w Cannes, który zdecydowanie może pomóc w podjęciu kluczowych decyzji w tej sprawie. Film ze Złotą Palmą bez polskiej nominacji do Oscara, to byłby skandal na skalę światową. Tym samym przyznano by się do istnienia „czarnej listy” w Polsce, a na to ministerstwo nie może sobie pozwolić, bo na każdym kroku zaprzecza jej istnieniu.

Generalnie i obiektywnie rzecz oceniając ciągle uważam, że dziś lepszego polskiego kandydata do Oscara niż „Zimna wojna”, nie ma! Wydaje się, że rozumieją to też osoby z ekipy rządzącej. Wiceminister kultury Jarosław Sellin powiedział w jednym z ostatnich wywiadów, odnosząc się do wypowiedzi Pawlikowskiego: Ja się bardziej skupiam na ocenie ich dzieł artystycznych, bo do tego są powołani, w tym są dobrzy. W ocenie rzeczywistości politycznej mogą się po prostu bardzo, bardzo mylić, mówiąc najdelikatniej.