piątek, 11 maja 2018

„Zimna wojna”. Zachwyty, uznanie i chłód


Wczoraj wieczorem na oficjalnej premierze, a dziś rano dziennikarzom i innym widzom zaprezentowano w Cannes najnowszy film Pawła Pawlikowskiego „Zimna wojna”. Oczekiwania były bardzo duże, a efekt? Wczoraj filmowi zgotowano długie owacje, jak to na uroczystych premierach zazwyczaj bywa. Od godzin południowych media zalewają recenzje i opinie pierwszych widzów. W większości są one pozytywne, ale nie brakuje też uwag krytycznych. Oto kilka oficjalnych i nieoficjalnych opinii o „Zimnej wojnie”.

Oczywiście udział w uroczystej premierze, entuzjazm widowni, ciepłe przyjęcie u wielu widzach rozpala gorące uczucia i jak pisze dziennikarka Onetu, czuła ona na galowej premierze „dumę, wzruszenie i ogromną radość”. Tak to działa na takich pokazach. Większość oficjalnych recenzji od polskich dziennikarzy, wychwala film Pawlikowskiego, a Tadeusz Sobolewski w "Gazecie Wyborczej" piszę, że to film na Złotą Palmę. Oceny krytyków nie schodzą dziś poniżej poziomu 7/10. Nieoficjalnie pojawiają się także nieco mniej entuzjastyczne oceny „Zimnej wojny”. Niektórzy widzowie dzielą się opiniami o przesadnym chłodzie w filmie. Inni narzekają też na brak chemii pomiędzy Joanną Kulig a Tomaszem Kotem, zauważają mocne podobieństwo do filmów Andrzeja Wajdy czy Kazimierza Kutza. Za to wszyscy zgodnie przyznają, że świetną rolę stworzył Borys Szyc. Podchodzę do opinii polskiej prasy nieco ostrożnie, zdecydowanie pomijam entuzjastyczne komunikaty dystrybutora, wolę spojrzeć na oceny prasy zagranicznej.

Wszystkie już liczące się zagraniczne platformy relacjonujące Cannes, wypowiedziały się na temat „Zimnej wojny”. Zdecydowanej większości nie jestem tutaj w stanie zacytować. Skupiam się tylko na tych bardzo cenionych źródłach, które szanuje od lat. Co piszą o „Zimnej wojnie”?

Amerykański Variety, jak większość krytyków także w naszym kraju, dostrzega podobieństwo „Zimnej wojny” do „Idy”, ale chwali nowe przedsięwzięcie Pawlikowskiego za „własny rytm” i znakomitą rolę Joanny Kulig, której nadaje określenie „europejskiej Jennifer Lawrence”. I choć dziennikarz podkreśla, że łatwo jest zarzucić Pawlikowskiemu, że się powtarza, to w swojej ocenie podkreśla jednocześnie, że efekt całościowy jest diametralnie inny od „Idy”.

Brytyjski Independent tytułuje swoją recenzję: „Wspaniały powrót, wspomnienie dawnych czasów i kina Nowej Fali”. Dziennikarz podkreśla, że film zrobiony został z werwą i liryzmem, który rozpala wspomnienia z czasów świetności europejskiego kina Nowej Fali. Recenzent chwali skromny humor w filmie i znakomitą rolę Joanny Kulig, na której opiera się cały film.

Brytyjski The Guardian podsumowuje swoją recenzję filmu, pisząc o nim, że jest „niesamowicie chłodny”. Dziennikarzowi odpowiada jednak bardzo, intymność tej opowieści i daje mu bardzo wysoką ocenę.

Amerykański The Hollywood Reporter pisze, że „Zimna wojna” to słodko-gorzka i nieznośnie smutna ballada o dwojgu kochanków, którzy nie potrafią żyć ze sobą, ale też nie mogą żyć bez siebie. Tutaj dziennikarz zauważa podobieństwo nie tylko do „Idy”, ale też do brytyjskich filmów Pawlikowskiego oraz do jego dziejącej się w Paryżu „Kobiety z piątej dzielnicy”. Krytyk uczciwie pisze, że reżyser zachowuje swoistą urzekającą osobowość, ale narzeka na zbyt drastycznie ucięty wątek z udziałem Agaty Kuleszy. I jak czytam dalej: „Pawlikowski znajduje jednak dla swojej opowieści elegancki i melancholijny sposób na opowieść, która zainspirowana jest losami jego rodziców”. Recenzent wskazuje, że film może zwiększyć zainteresowanie płytami zespołów Mazowsze czy Śląsk oraz płytami z francuskim jazzem, bo największą przyjemność z oglądania filmu będą mieli muzykolodzy. W podsumowaniu zaś przeczytać można, że całość pozostawić może u widzów zbyt gorzki posmak.

Recenzent IndieWire nie jest już tak przyjazny „Zimnej wojnie” określając film, jako jeden z najbardziej posępnych filmów o miłości w historii. Dziennikarz zauważa, że nie otrzymujemy od reżysera żadnych tradycyjnych motywacji, dlaczego dwójka głównych bohaterów, powinna być ze sobą. Złośliwie zaś zauważa, że na ekranie postać Joanny Kulig wyraźnie się starzeje, a postać Tomasza Kota stoi w miejscu, choć czas płynie na ekranie.

Muzyczna podróż filmowa, nieco etnografii, ale bez nachalnej historii Polski, bez obrazu ludzi dotkniętych wojną. W tym filmie chodzi o muzykę, o to jak żyje ona w nas i ożywia nasze opowieści – napisała przychylnie krytyczka ScreenDaily.

Amerykański Time jest do filmu nastawiony entuzjastycznie pisząc, że to wspaniały romantyczny dramat, który iskrzy czystością, a Tomasza Kota opisuje jako „polskiego Clive’a Owena”. Według opinii dziennikarza Pawlikowski trzyma napięcie w filmie, budując nastrój opowieści. Bardzo miło jest przeczytać o polskim filmie, że to na razie jeden z najlepszych obrazów pokazywanych na festiwalu w Cannes.

Generalnie w ocenach zagranicznych dziennikarzy przeważają pozytywne oceny „Zimnej wojny”. Wnioskuję z nich, że niezbyt podoba się ponury i chłodny obraz związku dwójki bohaterów, ale przecież nie musi być zawsze ciepło i pozytywnie w takich historiach. Życie nie jest zawsze kolorowe, choć tutaj obraz jest bardzo czarno-biały. Największe uznanie budzi strona realizacyjna, aktorzy, kreacja świata. Mamy ważny film w Cannes, który jest szeroko komentowany na świecie. Dla polskiego kina dziś to informacja najważniejsza…

Na początku czerwca film wejdzie do polskich kin. Dziś w polskich kinach zadebiutował pełen zwiastun filmu.