poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Strajk przerywa seans "2001: Odysei kosmicznej"


Nie odbyło się w Hollywood bardzo ciekawe wydarzenie filmowe. Z powodu akcji protestacyjnej kinooperatorów wstrzymano projekcję filmu "2001: Odyseja kosmiczna" z taśmy 70 mm. Dlaczego właśnie ten seans potraktowano w ten sposób?

Po pierwsze popieram akcję protestacyjną kinooperatorów, którzy w każdym zakątku globu są ważną część przemysłu filmowego, ale też wszędzie ich praca spychana jest na margines, a oni opłacani są coraz słabiej. Amerykańscy kinooperatorzy przeprowadzili coś na kształt strajku / akcji protestacyjnej, która miała uświadomić ich trudne położenie i bardzo niskie płace. OK!

Do przeprowadzenia tej akcji wybrano nietypowy seans, klasycznego filmu. Na sali były setki osób (w tym Eli Roth), a seans przerwano 30 minut po jego rozpoczęciu. W tym samym momencie w hali kina ArcLight w Hollywood i przed nim odbyła się pikieta kinooperatorów.

Seanse z taśmy/projektora 70mm nie odbywają się dziś zbyt często, są raczej projekcjami o charakterze wydarzenia, dla mnie mające dodatkowo walor edukacyjny. Na seans "2001: Odyseja kosmiczna" wybrała się tylko grupa prawdziwych fanów kina, miłośników gatunku czy Kubricka. Uderzono właśnie w nich, a to jest dla mnie niezrozumiałe i budzi mój sprzeciw. Zresztą nie tylko mój, bo po seansie w sieci pojawiło się wiele gorzkich słów na temat tego, co się wydarzyło. Uczciwie też trzeba powiedzieć, że pojawiły się głosy poparcia tej akcji.

Wyjaśnię dlaczego nie podoba mi się to zajście. Otóż wydaje mi się, że znacznie większe poruszenie wywołałby odwołany seans "Szybkich i wściekłych 7" czy za tydzień "Avengers: Czas Ultrona". PROSZĘ BARDZO. DO DZIEŁA! Niech kinooperatorzy odważnie przyczynią się do wstrzymania projekcji takiego letniego przeboju, niech Disney/Marvel poczują w kieszeni ten problem, niech właściciel kina poniesie konsekwencje, niech widzowie (ci bardziej przeciętni) nagłośnią sprawę i dadzą wyraz swojemu niezadowoleniu. WTEDY akcja kinooperatorów z pewnością odbiłaby się szerszym rozgłosem.

Tymczasem uderzono w widza wytrawnego, prawdziwie oddanego X muzie, który woli ciemne sale kinowe od spiratowanego "Avengers: Czas Ultrona". Budzi to mój sprzeciw i wielkie rozczarowanie, bowiem otrzymaliśmy kolejny dowód, że łatwiej jest uderzyć w widza ambitniejszego, odbierając mu rzadki seans, niż w widza przeciętnego, przeszkadzając mu w odbiorze przebojowego filmu, granego na setkach pokazów.

Dlaczego tak się stało? Zapewne dlatego, że związek zawodowy kinooperatorów otrzymał zgodę od branży na zerwanie "artystycznego" pokazu, ale nie może tknąć megahita zarabiającego dla Hollywood wielkie pieniądze. Resztę dopowiedzieć musicie sobie sami.