poniedziałek, 9 maja 2016

Scenarzysta przeprasza za film


Ciągle bardzo rzadka przypadłość wśród twórców filmowych, którzy mimo wielkiej krytyki i smutku fanów nie potrafią przyznać się, że ich "dzieło" to kompletna katastrofa, wielka bzdura, nieporozumienie i strata czasu dla wszystkich. Na taką szczerość pozwolił sobie twórca filmu kojarzonego dziś przez nielicznych. Zajęło mu to "tylko" 7 lat.

W 2009 roku w kinach pojawił się film "Dragonball: Ewolucja", przez fanów bardzo wypatrywana kinowa wersja słynnej mangi i anime. Oczekiwania były wielkie, Hollywood zainteresowało się bardzo ważnym tematem, efekty, gwiazdy, rozmach. Efekt był opłakany. Fani byli zgodni, że film bardzo się nie udał i uczynił więcej złego dla popularnego "Dragonball" niż można było przypuszczać.

Po 7 latach od premiery na szczerość pozwolił sobie scenarzysta film Ben Ramsey, który udzielając wywiadu do książki o franchisingu pokazał kulisy działalności Hollywood. Scenarzysta "Dragonball: Ewolucja" winę za klęskę filmu wziął na siebie, przyznając się, że wziął zlecenie napisania tekstu do filmu dla pieniędzy, a nie dlatego, że był fanem tej tematyki. Dodał też, że bez pasji nie ma szans na powodzenie tego typu przedsięwzięcia.

Ramsey przyznał też, że scenariusz do "Dragonball: Ewolucja" stanowi bardzo bolesny punkt w jego twórczości. Sam też jest fanem wielu serii i wie jak bolesne potrafią być rozczarowania, których można doświadczyć oglądając nieudane produkcje na podstawie ukochanych tematów.

Szczerość wskazana, szkoda, że dopiero po 7 latach. Z drugiej strony dobre i to, bo zapewne wielu twórców nie stać byłoby w ogóle na taki gest i w zaparte będą brnęli twierdząc, że ich film "nie został zrozumiany", że "zniszczyli go zawistni krytycy"... Czekam na słowa rozsądku m.in. od scenarzysty polskiego "Kac Wawa", który kilka lat temu z takim zapałem bronił swojego filmu w telewizji.