piątek, 21 lipca 2017

„Dunkierka”, czyli Nolan idzie na wojnę


[RECENZJA] Na nowy film Christophera Nolana czeka się średnio jakieś dwa lata i dlatego dzień wejścia do kin każdego jego kolejnego przedsięwzięcia, to wydarzenie. Nie inaczej jest z „Dunkierką”, która jest jego powrotem do kina po trzech latach od nakręcenia „Interstellar”. Dodam tylko, że dla mnie jest to powrót pod każdym względem bardzo udany.

Nolan próbował swoich sił w kilku filmowych gatunkach, najczęściej w fantastyce, ale były przecież także thriller i kryminał. Trochę bym się zmartwił, gdyby sięgnął po komedię albo rodzinny dramat, ale… Decyzja o nakręceniu filmu wojennego była więc dla fanów tego twórcy sporym zaskoczeniem, ale też potwierdzeniem generalnej opinii, że jest to reżyser nie bojący się wyzwań, odważnie sięgający po trudne tematy, na pierwszy rzut oka wydające się znajdować daleko od jego zainteresowań. Ryzyko było więc spore, ale dziś po wielu miesiącach oczekiwań mogę napisać ze spokojem – to kolejny WYBITNY FILM w dorobku tego twórcy. „Dunkierką” Christopher Nolan potwierdził absolutną dominację wśród współczesnych hollywoodzkich twórców dostarczających ambitnej rozrywki.

Historia II wojny światowej ma wiele chwalebnych chwil, ma też wiele momentów, o których niespecjalnie chce się dziś pamiętać. Dotyczy to oczywiście głównie wielkich porażek aliantów w starciu z nazistowską machiną wojenną. Najboleśniej można było to poczuć w pierwszych latach wojny, kiedy Niemcy parli naprzód z całą swoją siłą, podbijając kolejne kraje na naszym kontynencie. Sprawdzianem ich siły była wojna we Francji w 1940 roku, która okazała się przeciwnikiem niespecjalnie trudnym i broniącym się krócej niż militarnie skromniej wyposażona Polska. Legendarna francuska armia przy wsparciu wojsk angielskich i sojuszniczych poległa, a ostatnim bastionem przed totalnym ich zniszczeniem była wtedy Dunkierka, na plażach której przebywało ponad 400 tysięcy żołnierzy czekających na ewakuację do Anglii.

To zaskakujące, że kino niespecjalnie chętnie wspomina o wydarzeniach tam się rozgrywających. Kilka dobrych lat temu bardzo ciekawie, choć bardzo krótko, można było na Dunkierkę popatrzeć w filmie „Pokuta”, ale przecież nie było to stricte kino wojenne. Może trzeba było talentu Christophera Nolana i upływu czasu, by zweryfikować tamtą historię i sięgnąć po nią w spektakularnym filmowym przedsięwzięciu?

Powiedzmy sobie szczerze. Nolan nie zaproponował niczego przesadnie oryginalnego w swoim filmie, ale jest „Dunkierka” zaskakująco umiejętnie przeprowadzona, z ciekawą koncepcją prezentacji poszczególnych wątków tej opowieści. Historie są trzy i dla mnie to właśnie w tym pomyśle tkwi wielka siła filmu Nolana. Nie będę go zdradzał, by nie zepsuć seansu, ale zapewniam, że odnalezienie się w tej narracji, a potem układanie w spójną całość nie przysparza większych kłopotów.

„Dunkierka” to film wyważony, nawet stonowany, z wieloma fantastycznymi ujęciami i genialną pracą kamery, której zwiastuję Oscara. Nolan potwierdził swój znakomity zmysł plastyczny i wielką umiejętność poruszania się w filmowej materii. W nowej opowieści sprowadza się to do tego, że „Dunkierka” nie pędzi w zawrotnym tempie na oślep, całość przedstawiona jest ostrożnie, z wieloma momentami długich ujęć kamery, które prowadzą nas pomiędzy poszczególnymi „uderzeniami”. Uspokoję jednak zatroskanych widzów, szukających kina spektakularnego. Nolan przygotował wiele prawdziwie wojennych momentów, dziejących się na lądzie, wodzie i w powietrzu. Wśród walk, śmierci, ale też niewielkiej nadziei na ratunek, dostrzegamy przede wszystkim osamotnienie żołnierza, czujemy panujący chłód  i widzimy beznadzieję. Nolan nie oszczędza widza proponując mu spojrzenie na wojnę przynoszącą zagładę człowieka. Są chwile szlachetne i te mniej chwalebne. Całość historii złożona jest z poszczególnych epizodów, ciekawie łączących się w całość. Młodzi, w większości anonimowi, żołnierze przypominają współczesnych chłopaków mijanych zazwyczaj na ulicach. A przecież wystarczy chwila nieuwagi i plaże Dunkierki mogą się powtórzyć…

Ktoś zarzucił Nolanowi, że to zbyt kameralnie ukazana historia, że nie ma wroga po drugiej stronie. To myślenie mi nie pasuje. Ja to anonimowe zagrożenie dostrzegam, wyczuwam, bo niestety kule padają najczęściej niespodziewanie i jak to zazwyczaj bywa podczas wojennych wydarzeń, nigdy nie wiesz skąd… W „Dunkierce” zdecydowanie nie chodzi o konflikt my i oni, to spojrzenie na ludzi tu i teraz, na ich beznadziejną sytuację w obliczu zagrożenia.

Filmowa „Dunkierka” Christophera Nolana to wielkie wojenne kino, może nie tak spektakularne, jak wielu tego typu poprzedników, ale zdecydowanie w dzisiejszym kinie propozycja się wyróżniająca. Taki współczesny klasyk, nieznacznie korespondujący z wielkimi poprzednikami. Jeśli szukamy rozmachu, mocnych scen, poczynań przepełnionych nie tylko odwagą, ale też prostą obawą o swój los, to w „Dunkierce” to znajdziemy. Jeśli chcemy poczuć wielkość kina i jego siłę to obejrzenie tego filmu na dużym ekranie zdecydowanie nam to zapewni. I mam wrażenie, że wiele obrazów pozostanie z widzami na dłużej. Ze mną zostały, a co najważniejsze planuję raz jeszcze obejrzeć ten film w niedługim czasie na wielkim kinowym ekranie.

[Ocena 8/10]