poniedziałek, 10 lipca 2017

PISF nie wsparł „Malowanego ptaka”. O co chodzi?


„Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad z reżyserem filmu, który powstaje na podstawie „Malowanego ptaka” Jerzego Kosińskiego. Twórca mówi o tym, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dwukrotnie odrzucił wniosek o dofinansowanie projektu. Czy stoi za tym sytuacja polityczna w kraju, a może względy artystyczne? Udało mi się co nieco dowiedzieć w tym temacie.

„Malowany ptak” to mocna i kontrowersyjna książka, która nie podoba się wielu Polakom dostrzegającym w niej niesprawiedliwą ocenę polskiej wsi podczas drugiej wojny światowej. Mały bohater żydowskiego pochodzenia przemierza prowincję, gdzieś na wschodzie naszego kraju, doświadczając wielu krzywd od przypadkowo spotkanych ludzi. Świat odmalowany przez Kosińskiego jest wstrząsający, a książka przez wiele lat była w naszym kraju zakazana i do dziś budzi skraje emocje. Jaki więc będzie film na jej podstawie?

Wywiad z reżyserem filmu Václavem Marhoulem w „GazecieWyborczej” nieco przybliża projekt. Czego się dowiadujemy:
- powieść Kosińskiego bardzo dotknęła tego twórcę
- jest to dla niego uniwersalna opowieść „o walce ciemności ze światłem, o dobru i złu, wierze i religii oraz o wielu innych przeciwieństwach”
- praca z takim tematem to dla reżysera i każdego innego twórcy „wyzwanie życia”
- film będzie czarno-biały i wzmocni linię narracyjną, a nakręcenie go w kolorze byłoby katastrofą
- dla reżysera ta książka nie jest opowieścią środkowoeuropejską ani wschodnioeuropejską, to uniwersalny drama
- powstało 17 wersji scenariusza, a ich napisanie zajęło twórcy trzy lata
- jak mówi reżyser: „w scenariuszu wiele rzeczy zmieniłem, wiele wyrzuciłem, trochę połączyłem. A także, oczywiście, trochę dopisałem”
- pierwszy klaps padł 23 marca tego roku. Ostatni padnie w przyszłym roku w czerwcu, w Świebodzicach
- film wejdzie do czeskich kin we wrześniu 2019 roku
- I jak mówi reżyser: „ze swoim polskim koproducentem Staszkiem Dziedzicem dwa razy składaliśmy wniosek do PISF-u. Dwukrotnie nam odmówiono”.

I na tym wywiad się zakończył. „Gazeta Wyborcza” tym ostrym stwierdzeniem zatytułowała wywiad i tak go też promuje. Już na początku podkreślane jest, że „Malowany ptak” to tylko czesko-słowacko-ukraińska koprodukcja, choć na dole jest mowa o polskim koproducencie, a wcześniej o polskim aktorze w obsadzie i polskich plenerach. Czy rzeczywiście polskiego wkładu nie ma? Czy za odmową dofinansowania przez PISF kryją się przesłanki polityczne, a może spisek? Popatrzmy…

Faktem jest, że film dwukrotnie nie zyskał uznania komisji eksperckich w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, ale patrząc na daty sesji, w których odrzucano wnioski o dotację, dowiadujemy się więcej o historii tego projektu. Po raz pierwszy „Malowanego ptaka” odrzucono podczas sesji 3/2014, w której liderami komisji byli m.in. Jerzy Skolimowski, Sławomir Fabicki, Anna Kazejak. Eksperci uznali projekt wtedy za przeciętny, że nie rokuje powstania udanego filmu. Podkreślano także m.in. niewystarczający udział strony polskiej w projekcie, który miał być koprodukcją międzynarodową.

Po raz drugi projekt poległ w sesji 1/2016 w programie operacyjnym poświęconym koprodukcjom mniejszościowym, którego liderem był Andrzej Jakimowski. Polski koproducent (Film Produkcja Sp. z o.o.)  ubiegał się o 2 000 000 zł, co miało stanowić 8,61% całego budżetu produkcji. Eksperci nie rekomendowali przyznania dofinansowania dla tego projektu. W ich ocenie zaprezentowany scenariusz filmu, jednowymiarowy i dość staromodny, a także osoba reżysera i jego dorobek nie gwarantowały w ocenie ekspertów powstania udanego filmu.  Z kolei w ekspertyzie ekonomicznej zwrócono m.in. uwagę, że przedstawiony budżet wydawał się zawyżony, podobnie jak liczba zaplanowanych dni zdjęciowych, zwłaszcza wobec planowanego kameralnego charakteru całej historii.

***

I jak widać wizja i kształt filmowej ekranizacji „Malowanego ptaka” nie spodobały się ekspertom, którzy albo widzieli to inaczej, albo nie dostrzegali w projekcie znaczących wartości. Mam tylko nadzieję, że projekt ten nie okazał się dla komisji zbyt kontrowersyjny. By dowiedzieć się, czy przypadkiem nie popełniono błędu, będziemy musieli poczekać do premiery filmu. Wielu znaczących twórców, w swojej eksperckiej karierze w PISF odrzucało liczne projekty, które gdy powstały bez wsparcia PISF, okazywały się artystycznymi wydarzeniami (spotkało to m.in. „Noc Walpurgi”). Trzeba jednak pamiętać, że „papier” to jedno, a materia filmowa, to rzecz zdecydowanie odmienna. I ŻE NIE MA LUDZI NIEOMYLNYCH.

Powieść Kosińskiego wydaje się karkołomnym przedsięwzięciem filmowym, wizja czeskiego reżysera jest odważna, prezentowane zdjęcia z planu są bardzo plastyczne, kierunek filmu trudny do przewidzenia. Mimo jednak tych wszystkich wątpliwości bardzo mocno trzymam kciuki za tę produkcję. Należę bowiem do osób, na których proza Jerzego Kosińskiego wywarła wielkie wrażenie.

Temat będę obserwował, czekam na rozwój wypadków i będę o nich informował na blogu.

(Aktualizacja tekstu 11 lipca)