Na gali wręczenia tegorocznych Polskich Nagród Filmowych
Rafał Zawierucha mimochodem rzucił, że „ma nadzieję, że go Tarantino nie wytnie
z filmu”. Tymczasem pojawiają się niepokojące informacje, że postać Romana
Polańskiego może faktycznie nie zagościć w „Once Upon a Time in… Hollywood”.
Rafał Zawierucha otrzymał możliwość wcielenia się w filmie
Quentina Tarantino w postać młodego Romana Polańskiego. „Once Upon a Time in…
Hollywood” rozgrywa się podczas upalnego lata 1969 roku, a jednym z wydarzeń
które ma być tam przybliżone jest zabójstwo kilku osób w tym Sharon Tate, żony
Polańskiego, przez bandę Mansona. W rolę Sharon Tate wcieliła się Margot Robbie
i w filmie jej postać odgrywa raczej znaczącą rolę – co sugeruje plakat i
zwiastun.
Tymczasem gazeta.pl pisze, że pojawiły się w informacje, że
sceny z udziałem Rafała Zawieruchy „nie stanowią istotnej części scenariusza i
w związku z tym jest prawdopodobne, że w trakcie montażu zostaną usunięte”. Sam
aktor nie zaprzecza i nie potwierdza tych informacji. Quentin Tarantino bardzo
mocno pracuje nad montażem filmu, aby zdążyć na festiwal do Cannes.
Jedno wiadomo na pewno. Tarantino kręci dużo na planie i
zapewne dużo wycina w montażu. Te wybory to charakter pracy tego twórcy.
Kwestia pojawienia się młodego Polańskiego w kontekście zamordowania jego,
będącej w dziewiątym miesiącu ciąży, żony budziła pewien rodzaj niepokoju i
niesmak. Czy żyjący reżyser musi być narażony na przypominanie tych tragicznych
wydarzeń? Amerykanie podeszli do tego rozsądnie i premiera filmu przesunięta
została na inną datę (26 lipca), aby nie pojawiać się w kinach w 50. rocznicę
tej zbrodni. Polski dystrybutor, działający w porozumieniu ze swoim zagranicznymi
zwierzchnikami, zadecydował że pokaże ten film dokładnie w rocznicę tego
bestialskiego zabójstwa, czyli 9 sierpnia.
Z drugiej strony, Tarantino lubi smaczki związane z kulturą i często zamieszcza takowe w swoich historiach. Pojawienie się Polańskiego w jego nowym filmie zdecydowanie dodaje tej produkcji medialnej atrakcyjności.
***
Aktualizacja 8.04.
O sprawie tak pisze agent Rafała Zawieruch, pan Maciej Gajewski:
Z drugiej strony, Tarantino lubi smaczki związane z kulturą i często zamieszcza takowe w swoich historiach. Pojawienie się Polańskiego w jego nowym filmie zdecydowanie dodaje tej produkcji medialnej atrakcyjności.
***
Aktualizacja 8.04.
O sprawie tak pisze agent Rafała Zawieruch, pan Maciej Gajewski:
Cieszy mnie, że udział Rafał
Zawierucha w filmie Tarantino nadal budzi tyle emocji. Zauważyłem to
szczególnie, gdy kilka dni temu jeden z tabloidów wypuścił niesprawdzoną i nie
do zweryfikowania na tym etapie produkcji "Once upon a time in
Hollywood" plotkę. Podchwycili ją wszyscy i fala ruszyła. Plotka rosła jak
kula śniegowa. Było o czym pisać, w radiu o czym mówić i się klikało.
Tymczasem prace nad filmem wciąż
trwają. Nie wiadomo kiedy się skończą, bo do dziś nie potwierdzono oficjalnie
nawet tego kiedy "Once upon a time..." zostanie pokazany na festiwalu
w Cannes. Nikt poza reżyserem, montażystą i może producentem filmu nie widział.
Znowu bardzo restrykcyjna klauzula poufności (kilkanaście stron), którą znam a
podpisywali ją wszyscy mający do czynienia z produkcją Tarantino, zobowiązuje
do zachowania ścisłej tajemnicy. Na każdy temat dotyczący filmu. Konsekwencje
złamania klauzuli są konkretne. Pod względem formalnym i nie tylko. A okazało
się, że ktoś wie coś, o czym nie ma pojęcia prawie nikt. I to nie ruszając się
zza biurka.
Jak będzie, przekonamy się w
Cannes oraz podczas lipcowej premiery filmu w Los Angeles. Czekamy. Ze swojej
strony życzę Rafałowi, którego reprezentuję już dobre kilka lat, żeby to był
początek czegoś fantastycznego (wszystko na to wskazuje). A tego, że Zawierucha
przechodzi do historii jako pierwszy Polak, który zagrał pod reżyserskim okiem
Tarantino, nic nie zmieni. Nawet nożyczki montażysty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz