środa, 8 lutego 2017

Oleszczyk o kulisach festiwalu w Gdyni


Michał Oleszczyk udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”, w którym dzieli się swoim przemyśleniami na temat Festiwalu Filmowego w Gdyni. Głos w sprawie zabrał też Jan Pawlicki.

Oto najciekawsze fragmenty publikacji:

W skład komitetu organizacyjnego festiwalu wchodzą przedstawiciele Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Adama Mickiewicza, Urzędu Miasta Gdynia, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, HBO, Telewizji Polskiej, Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Ministerstwa Rozwoju. To oni ostatecznie zadecydują jakie filmy znajdą się w Konkursie Głównym festiwalu. Rada programowa ma funkcję doradczą, a w jej skład wchodzi 50 osób.

– Wojciech Marczewski jako jedyny z kandydatów zwrócił uwagę, że rozdział między radą a dyrektorem artystycznym jest sztuczny i część kompetencji dyrektora powinna zostać przekazana do rady, której szef będzie proponował program festiwalu – tłumaczy Agnieszka Odorowicz, członkini komitetu organizacyjnego i wieloletnia szefowa PISF. – Marczewski zaproponował, by wybrać go nie na dyrektora artystycznego, tylko szefa rady programowej. Nasz wybór był jednogłośny. Chcieliśmy, żeby rada uzyskała wpływ na selekcję i program festiwalu.

Leszek Kopeć, dyrektor festiwalu, dodaje, że przejmie tylko część funkcji Oleszczyka. Do zadań Kopcia należeć będzie m.in. ustalenie harmonogramu i imprez towarzyszących. Selekcją filmów i ustaleniem składu jury zajmą się wspólnie rada programowa i komitetu organizacyjny.

Michał Oleszczyk nie uważa, aby sytuacja z „Historią Roja” (film nie został dopuszczony do konkursu, interweniował Minister Kultury) miała wpływ na odsunięcie go od funkcji prowadzenia festiwalu w roli dyrektora artystycznego.

Nie jest też prawdą, że Michał Oleszczyk chciał połączyć festiwal w Gdyni z festiwalem filmowym o żołnierzach wyklętych – jak sugerował Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Co na to były dyrektor?  – To nieprawda. Jedną z moich propozycji – wśród nich była retrospektywa mniej znanych filmów Andrzeja Wajdy i upamiętnienie 30. rocznicy śmierci Stanisława Barei – było pokazanie na festiwalu serialu o „żołnierzach wyklętych”, który produkuje Telewizja Polska. Pokaz odbyłby się na podobnych zasadach, jak to miało miejsce z serialem „Artyści” Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego na ostatnim festiwalu. Proponowałem, żeby to konkretne wydarzenie zrobić w partnerstwie z festiwalem Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci. Na takiej samej partnerskiej zasadzie Gdynia współpracuje np. z Nowymi Horyzontami i nie widzę w tym nic zdrożnego.

Co dała Oleszczykowi praca przy festiwalu: Nabrałem do profesji filmowca nowego szacunku: uprawianie tego zawodu w Polsce wymaga ogromnej odwagi i uporu. W tym zawodzie nikt nie zna dnia ani godziny – dziś jest projekt, jutro go nie ma, a w każdy z nich trzeba pokładać wiarę i znajdować siłę, by go realizować. Nauczyłem się też dyplomacji. Festiwal wzbudza tyle emocji, pozytywnych i negatywnych, że dyrektor artystyczny musi zachować zimną krew. Szczególnie podczas selekcji, gdy rani się uczucia autorów filmów, które nie dostały się do konkursu.

O selekcji festiwalu wypowiedział się, reprezentujący TVP w radzie programowej, Jan Pawlicki: - Oceniam bardzo pozytywnie to jak Michał Oleszczyk prowadził Festiwal Filmowy w Gdyni, wiele udało mu się przeforsować. Trwa dyskusja jak zorganizować selekcję filmów. Myślę, że trzeba wzmocnić kino niezależnych twórców, zderzających się z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej czy Stowarzyszeniem Filmowców Polskich [wirtualnemedia.pl].

„Gazeta Wyborcza” wieszczy, że może to otwierać drzwi dla takich filmów jak „Smoleńsk” czy „Historia Roja”. Co na to Michał Oleszczyk? – Nie sądzę, by Jan Pawlicki właśnie to chciał powiedzieć. Mam nadzieję natomiast, że jest to zapowiedź większej otwartości festiwalu na filmy powstałe poza obiegiem PISF/SFP, takie jak chociażby „Hardkor Disko” Krzysztofa Skoniecznego czy świetny „Arbiter uwagi” Jakuba Polakowskiego, pokazany przeze mnie w Innym Spojrzeniu trzy lata temu. Te filmy wciąż są upośledzone, jeśli chodzi choćby o pomoc w ich promocji zagranicznej przez PISF. Uważam, że PISF powinien być ślepy na to czy jakiś film powstał z jego udziałem, czy bez. Liczy się to, czy w Polsce powstał dobry film – jeśli powstał, należy go z całych sił promować, nawet jeśli nie ma PISF-owego logo przed czołówką.

Na temat Leszka Kopcia, który otrzymał funkcję faktycznego dyrektora festiwalu, Michał Oleszczyk powiedział: – Przez ostatnie trzy lata miałem jak najlepsze doświadczenia ze współpracy z Leszkiem Kopciem. Bywaliśmy dla siebie sparingpartnerami, raz się sprzeczaliśmy, a raz zgadzaliśmy, ale z naszego ciągłego dialogu wynikały nowe pomysły. Każdy festiwal jest o tyle lepszy, o ile bardziej różnorodne są siły, które go kształtują. Takie twórcze zwarcie jest potrzebne. Nie mam wątpliwości w umiejętności Leszka Kopcia, ale żałuję, że stanowisko dyrektora artystycznego zostało zlikwidowane.

Czy na festiwalu zderzały się wizje autorskie z wizją prezentacji szerokiego dorobku polskiego kina? - Takie wizje wcale się nie zderzyły. Chcę to mocno podkreślić. Od trzech lat powtarzałem, że Gdynia nie jest festiwalem autorskim. Dążyłem do wzmocnienia roli dyrektora artystycznego w stosunku do tego, jak wyglądała ona wcześniej, ale bez przekraczania granicy i dążenia do władzy dyktatorskiej. Chodziło mi o „pulę dyrektorską”: pięć filmów, które dyrektor artystyczny może wprowadzić do konkursu mocą swojego urzędu. Jeśli dobrze rozumiem - czekam na ogłoszenie zmienionego regulaminu - w nowym zakresie obowiązków dyrektora programowego, czyli Leszka Kopcia, znajduje się m.in. możliwość wprowadzenia do konkursu dwóch filmów. W stosunku do tego, co było kiedyś, to i tak postęp.

Cały wywiad tutaj.