poniedziałek, 3 kwietnia 2017

"Amok" w kinach. Sprawa w sądzie


Sprawa Krystiana Bali ma swój dalszy ciąg. Odsiadujący wyrok 25 lat więzienia za zamordowanie wrocławskiego biznesmena mężczyzna nie daje o sobie zapomnieć, a sprawę dodatkowo nagłośnił film „Amok”, który od kilkunastu dni prezentowany jest w polskich kinach.

W ocenie rodziny używanie w filmie prawdziwego imienia i nazwiska mordercy, prowadzi bezpośrednio do tej słynnej sprawy, a to jest w ich ocenie dużym nadużyciem i narusza ich prawo do prywatności. Rodzina ofiary najwięcej pretensji ma do dystrybutora filmu, który prowadząc kampanię promocyjną nagłaśniał sprawę sądową sprzed lat. Nawet niedawna wygrana w sądzie, która doprowadziła do zmiany fragmentu zwiastuna, nie usatysfakcjonowała rodziny ofiary. Według nich, już samo nagłośnienie sprawy to dla rodziny ból mierzenia się ponownie z tą sprawą.

Od 2015 roku, jeszcze w okresie prac nad filmem, rodzina ofiary próbowała zablokować produkcję i kontaktowała się w tej sprawie z twórcami, także poprzez media. Strony nie doszły do porozumienia, a producent filmu pozwał do sądu rodzinę ofiary żądając odszkodowania, bo jak twierdzi ta wysyłając pisma do mediów o rzekomym naruszeniu dóbr osobistych robiła mu czarny PR. Rodzina ofiary, która  zdecydowała się wystąpić na drogę sądową przeciwko dystrybutorowi, domaga się dziś odszkodowania, którego wysokość na razie nie jest znana. Warto jednak pamiętać, że sprawa sądowa rozpoczęła się w styczniu 2017 roku, a złożony niedawno pozew jest kontynuacją tego sporu.

Mecenas Joanna Lassota, pełnomocnik rodziny ofiary, tak mówi o sprawie: Film razem z prowadzoną kampanią promocyjną narusza dobra osobiste rodzina. Producent, dystrybutor i reżyserka zaprzeczają sami sobie. Z jednej strony twierdzą, że to fikcyjna historia, która nikogo nie może dotknąć, z drugiej prowadzą agresywną kampanię reklamową, pokazując prawdziwego mordercę, prawdziwy proces, posługując się sloganem: „historia, która wstrząsnęła światem", „najsłynniejszy proces w dziejach Polski". Jaka historia wstrząsnęła światem, jaki proces był najsłynniejszy? Przecież nie te fikcyjne. Słuchając reżyserki, dowiadujemy się, że ten obraz, jako dzieło, obroniłby się bez imienia i nazwiska pana Bali, bez odniesień do rzeczywistych wydarzeń. Do czego potrzebował dystrybutor prawdziwej zbrodni? Odpowiedź jest prosta: żeby sprzedać film. Tylko i wyłącznie. Używając prawdziwych danych mordercy, stawiamy mu pomnik, a wszystkich innych, szczególnie ofiarę, używamy jako rekwizytów. [źródło "Gazeta Wyborcza"]

Dystrybutor filmu, firma Kino Świat podkreśla, że film to historia śledztwa „inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale całkowicie fikcyjna, napisana przez scenarzystów”.

Sprawa najpewniej skończy się w sądzie i z prawniczego punktu widzenia jest ona intrygująca. Iga Bałos, autorka książki „Prawo dla filmowców”, przyjrzała się szerzej tej sprawie. W swoim opracowaniu na jej temat pisze między innymi: Dobra osobiste są chronione przez Kodeks cywilny, ale nie są w nim zdefiniowane. W przepisach wymieniono kilka przykładowych wartości, wyjątkowo ważnych dla każdego człowieka. Lista nie jest zamknięta, o czym świadczy chociażby uwzględnienie na niej zdrowia, ale już nie życia. Zarzucając komuś naruszenie dóbr osobistych, należy w pozwie wskazać o jakie konkretnie dobro chodzi. […]

Jak pisze Iga Bałos, najważniejsze dla sprawy będzie miało rozstrzygnięcie gdzie leży granica ochrony dóbr osobistych. Tu nie chodzi o to, czy postać jest identyfikowalna, ani o to, czy widzowie mogą się domyślić o kogo w filmie chodzi. Te okoliczności miałyby w polskim sądzie znaczenie, gdyby chodziło o ochronę dobrego imienia bądź czci osoby żyjącej. Ewentualnie, gdyby rodzina protestowała przeciwko oczernianiu ich zmarłego krewnego. Autorka opracowania podsumowuje: moim zdaniem, w opisanej powyżej sprawie nie dochodzi do naruszenia prawa. Po pierwsze, mam wątpliwości co do istnienia takiego dobra osobistego jak prawo do decydowania o komercyjnym wykorzystaniu odniesienia do zbrodni. Po drugie, uważam, że kult pamięci po osobie zmarłej powinien mieć granice. Bazując na wskazanych wyżej źródłach uważam, że w przypadku filmu Amok, nie dochodzi do ich przekroczenia. Całe opracowanie znajduje się pod adresem http://sprawnaedukacja.pl/producent-amoku-prawnicy-omacku/

Sprawa jest rozwojowa. Nie są znane szczegóły pozwu złożonego  przez rodzinę, nie można więc w stu procentach przesądzać o winie czy krzywdzie którejś ze stron. Wyrok sądu może mieć jednak znaczenie dla realizacji kolejnych filmów „inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami”.

Wiadomo jednak, że każde nagłośnienie sprawy Krystiana Bali powoduje zwróceniem uwagi na sam film. Czy przełożyło się to na jego sukces komercyjny? „Amok” w pierwszy weekend w kinach obejrzało 28,9 tysiąca osób. Oceny filmu są mieszane, ale u krytyków przeważają te bardziej niepochlebne.

Aktualizacja (4.04.)
Informacje do jakich dotarłem były nieścisłe. Okazuje się, że to nie premiera filmu "Amok" spowodowała złożenie sprawy do sądu, a miało to miejsce w innym trybie. Tekst został poddany zmianie.