czwartek, 20 kwietnia 2017

Sully – recenzja Blu-ray


Wydarzenie z 15 stycznia 2009 roku przeszło do historii jako „Cud na rzece Hudson”. Lądowanie samolotem pasażerskim na wodzie to odważna i bardzo kontrowersyjna decyzja. Zderzenie w powietrzu, wodowanie i akcja ratunkowa trwały w sumie około 30 minut. „Sully” to umiejętnie opowiedziana historia bardzo pozytywnego wydarzenia z najnowszej historii USA.

Fakty są bezsprzeczne. 208 sekund minęło od zderzenia w powietrzu do lądowania na rzece Hudson. Akcja ratunkowa trwała około 24 minut. Wszystkie 155 osoby znajdujące się na pokładzie samolotu linii US Airways zostały uratowane. Cud w centrum Nowego Jorku! I narodziny nowego amerykańskiego bohatera, kapitana Chesleya Sullenbergera, znanego jako Sully. Clint Eastwood nie mógł przejść obojętnie obok takiego ważnego amerykańskiego wydarzenia, które jako film można było sobie wyobrazić już chwile po zakończonej sukcesem akcji ratunkowej w Nowym Jorku. Sztuką było jedynie opowiedzieć całą historię trwająca około 30 minut, w filmie trwającym około 100 minut. Kluczem do sukcesu był więc pomysł na przeprowadzenie tej opowieści. I tutaj Eastwood oraz jego scenarzyści spisali się umiejętnie. „Sully” nie rozgrywa się chronologicznie, bardzo ciekawie przekazuje nam świadectwo samej katastrofy, wiele razy powracając do niej we fragmentach, by w końcu zwizualizować je sekunda po sekundzie, w pełnej napięcia scenie będącej doskonałym odwzorowaniem tamtego dramatu. Do tego dochodzi spotkanie z komisją badającą przyczyny wypadku lotniczego i delikatnie zaznaczone prywatne życie kapitana oraz jego przeszłość. Całość opowieści skupia się na roli Toma Hanksa grającego Sully’ego i trzeba przyznać, że w roli kapitana samolotu wypadł on bardzo wiarygodnie, dostojnie i odpowiedzialnie.

Opowiadanie o żyjących ludziach to sprawa bardzo delikatna, szczególnie w amerykańskim kinie. Opowiadanie o bohaterze, praktycznie bez skazy, o człowieku skromnym i odpowiedzialnym to spore wyzwanie dla kina karmionego dziś mocnymi i krwawymi scenami. Istniało ryzyko sporego przesłodzenia w takiej historii i Clint Eastwood poradził sobie z tematem umiejętnie, choć nie bez potknięć. Bo jeśli można coś zarzucić filmowi, to zdecydowanie jest to zbyt proste i raczej schematyczne potraktowanie tytułowego bohatera. Mało o nim wiemy, nie wchodzimy w jego świat, nie zgłębiamy jego życia. Czy tylko dlatego, że jest ono po prostu bardzo zwyczajne i nudne? Z filmu Eastwooda tak można wywnioskować, ale warto zajrzeć też do materiałów dodatkowych znajdujących się na płycie, by dowiedzieć się więcej na ten temat.

„Sully” choć opisuje wydarzenie trwające 208 sekund, trwa niemal 100 minut i jest to opowieść, którą ogląda się dobrze. Nie ma też wątpliwości, że jest to też jeden z tych filmów, które nie znajdą się na jednej półce z najważniejszymi dziełami w historii kina. Nie taka jego rola. Eastwood zrobił film niemal staromodny i klasyczny, ale przy użyciu nowoczesnych technik. Jakby działając wbrew panującym modom, nie szukając wizualnych atrakcji, jest nam po takim seansie po prostu dobrze. Być może inaczej się nie dało, być może ryzyko przekroczenia delikatnej granicy w opowiadaniu historii opartej na faktach było zbyt duże. Ciągle jest to bowiem świeża sprawa, doskonale udokumentowana i pamiętana przez naocznych świadków. Clint Eastwood musiał znaleźć sposób, by poruszać się pomiędzy wymogami filmowego obrazu a świadectwem tamtych wydarzeń. Jego film ogląda się dobrze, do końca nie wiemy jak zakończą się losy kapitana, a widzowie zobaczyć mogą perfekcyjnie zrealizowany obraz ukazujący wypadek i lądowanie na wodzie. Największe brawa biję twórcom za to, że nie przeciągali tej historii w nieskończoność, zgrabnie i konkretnie przedstawili całe wydarzenie. To dobrze spędzony czas z filmem.

Wydanie Blu-ray

Całe dramatyczne wydarzenie bardzo dobrze przybliżają dodatki znajdujące się na wydaniu Blu-ray. Pierwszy z nich to „Sekunda po sekundzie: Unikając katastrofy”, w którym kapitan Sullenberger, drugi pilot Jeff Skiles oraz kontroler ruchu lotniczego Patrick Harten opowiadają w szczegółach o przebiegu całego wydarzenia. Bardzo cenne świadectwo, które zresztą bardzo dokładnie zostało odwzorowane w filmie. Wzruszający jest materiał „Sully Sullenberger: Cudotwórca”, który przybliża postać kapitana i niejako rozwija historię opowiedzianą w filmie. Jeśli więc komuś brakowało uszczegółowienia losów Sully’ego w filmie Eastwooda (jak mi), to ten dokument świetnie wypełnia tę lukę. Dowiedzieć tutaj można się więcej o jego życiu prywatnym i zawodowym, o tym jak wyglądało jego życie tuż po katastrofie i jak wpłynęło na jego dalsze losy. Ostatni z materiałów nowi nazwę „Po szyję w wodzie” i jest to klasyczny making of dotyczący produkcji filmu. Z tym, że skrywa on wiele bardzo cennych informacji na temat produkcji, w tym m.in. to, że osobą, która zainicjowała pomysł na nakręcenie filmu był Harrison Ford. W materiale wypowiada się m.in. Clint Eastwood (niestety niewiele), Tom Hanks (zdecydowanie najwięcej), kapitan Sullenberger, inni aktorzy, ale też prawdziwe osoby, biorące udział w akcji ratunkowej. Co ciekawe kapitan promu, który pierwszy dotarł na miejsce wodowania, zagrał tę samą rolę w filmie.

Po obejrzeniu dodatków do „Sully’ego” mój szacunek dla filmu Clinta Eastwooda wzrósł. Powstał klasyczny w formie obraz, który podnosi na duchu w czasach pełnych niepokoju i zwątpienia. Warto tworzyć i oglądać takie kino, by przywrócić wiarę w ludzi i pokazać ich bezinteresowna chęć niesienia pomocy innym.