wtorek, 26 lipca 2016

Maciej Stuhr dubbinguje sam siebie. Koszmar


Widzieli państwo zwiastun filmu „Czerwony kapitan”? W tej czesko-słowacko-polskiej produkcji główną rolę gra Maciej Stuhr i był to jeszcze przed chwilą bardzo przeze mnie oczekiwany film. Tymczasem obejrzałem dziś w kinie polski zwiastun tej produkcji i na ten widok pogrążyłem się w smutku. Film będzie bowiem w Polsce zdubbingowany, co niestety na zwiastunie wygląda bardzo źle. W dodatku Maciej Stuhr dubbinguje sam siebie. Skąd ten pomysł?

Opis filmu brzmi bardzo intrygująco: „Akcja filmu dzieje się trzy lata po przełomowych wydarzeniach - upadku muru berlińskiego i częściowo wolnych wyborach w Polsce i na pół roku przed rozpadem Czechosłowacji. W pewien upalny dzień zostaje odkryty tajemniczy szkielet z gwoździem wbitym w czaszkę. Sprawą zajmuje się młody policjant Richard Krauz, który ma ambicje zwalczenie stereotypu reżimowego milicjanta. Mężczyzna za wszelką cenę stara się rozwijać zagadkę, wplątując się w niebezpieczną grę, której tropy prowadzą do byłych tajnych agentów służb i skorumpowanych hierarchów kościoła katolickiego. Im bliżej rozwiązania tym trudniej ocenić, kto jest ofiarą, a kto katem. Niezrażony policjant kontynuując śledztwo, zamiast odpowiedzi doprowadza do tragedii - śmierci kolejnej niewinnej ofiary byłego reżimu”. To zresztą kinowa wersja bardzo popularnej książki. Dochodzą głosy, że film się udał, a tymczasem w Polsce…

Wychodząc nie wiadomo komu i czemu naprzeciw polski dystrybutor zdecydował się przygotować wersję z dubbingiem tego filmu. Oto zwiastun, który wiele wyjaśnia w tej kwestii.


Jakie wrażenia? Podzielę się swoimi. Poczułem ogromny ból filmowej „du…” po tej krótkiej zapowiedzi. Pomysł by dubbingować zagraniczne filmy fabularne dla dorosłych sam w sobie jest koszmarny, dubbingowanie filmu naszych południowych sąsiadów też jest słaby, ale dubbingować Maćka Sthura za pomocą Maćka Stuhra uważam za spore nieporozumienie (cisną się mocniejsze słowa). Przecież już na tych fragmentach widać, jak źle to wygląda. To zdecydowanie odwraca wzrok widza od zasadniczej akcji filmu sensacyjnego, dekoncentruje, a mnie na przykład wyprowadza z równowagi.

Czym należy uzasadniać tak podjętą decyzję? Najprostsza odpowiedź to pieniądze, czyli chęć osiągnięcia zysku z dystrybucji. Można założyć, że ktoś wpadł na pomysł sprzedania „Czerwonego kapitana” jako polskiego filmu sensacyjnego (nasz wkład koproducencki nie jest dominujący). Ot, wystarczy by aktorzy posługiwali się naszym językiem i po sprawie?

Otóż niekoniecznie. W moim skromny odczuciu, taki zabieg odpycha od filmu, a nie przyciąga tłumy. Myślę, że ciężko będzie przebić się widzom przez osobę Maćka Stuhra, który dubbinguje sam siebie.

O tym czy warto eksperymentować przekonamy się niedługo, gdy widzowie udadzą się do kin. Żyję małą nadzieją, że gdzie będzie prezentowana oryginalna wersja z napisami polskimi.

I jeszcze tylko przypomnę o jednym tak koszmarnym przypadku. W serialu „Szpiedzy w Warszawie” Marcin Dorociński także sam siebie dubbingował. Efekt? Lepiej nie wspominać…