niedziela, 3 lipca 2016

„BFG” zalicza wpadkę. „Tarzan” też słabo


[BOX OFFICE] Weekend związany ze świętem 4 lipca w USA to corocznie premiery najważniejszych filmów letniego sezonu. W tym roku familijny „BFG” Stevena Spielberga mierzył się z nową wersją „Tarzana”. Wśród premier najlepiej wypadła jednak trzecia część przeciętnego horroru, a wszystkich pogodziła Dory.

Weekend w USA trwa, bo święto uzyskania niepodległości będzie obchodzone jutro. Tymczasem w kinach nie brakuje premier, choć trudno o nich pisać, że są wielkimi przebojami. I nie wiadomo, kto poległ bardziej.

Spośród trzech znaczących premier najlepiej poradził sobie film „Tarzan: Legenda”, który w trzy dni przyniósł 38,1 mln dolarów i zajął 2 miejsce. Nie najgorzej i więcej niż się spodziewano, ale na tle budżetu o wysokości 180 mln dolarów, wynik jest jednak rozczarowujący. Na rynkach międzynarodowych wpływy wyniosły dodatkowe 18,8 mln dolarów. To kolejny niepotrzebny w tym roku powrót do znanego tematu. Warner Bros. i twórca kilku ostatnich filmów o Harrym Potterze nie zaproponowali niczego świeżego i oryginalnego, nakręcili film widowiskowy, ale kompletnie dziś niepotrzebny. Nie jest to stracony seans, ale do cudownej i świeżej „Księgi dżungli” nowemu „Tarzanowi” bardzo daleko.

Na trzecim miejscu kolejna nowość, „Noc oczyszczenia: Czas wyboru”, przeciętny horror, który od kilku lat bardzo się podoba widzom na świecie. To już trzecia odsłona i wygląda na to, że twórcy otwierają szampany. Kosztujący 10 mln dolarów film, w trzy dni przyniósł 30 mln dolarów wpływów. Pierwszy film w 2013 roku przyniósł na starcie 35,1 mln dolarów, a druga część w 2014 roku 29,8 mln dolarów. Ogromny sukces i kolejny sygnał dla Hollywood, że wysoki budżet wcale dziś nie musi przyciągać widzów do kin. Ten film to dowód, że niektóre sequele trzymają się dobrze.

Dowodem na to „BFG. Bardzo Fajny Gigant”, najnowszy film Stevena Spielberga. Wielki reżyser zaproponował powrót do bajkowej konwencji, mało tego, do stylu filmów sprzed wielu lat i chyba nie dla dzisiejszych widzów. Mimo ogromnego uroku, film niestety nie należy do szczytowych osiągnięć reżysera i raczej nie przyciągnie tłumów do kin. W USA zanotowano poważną wpadkę. Kosztujący 140 mln dolarów film, przyniósł w trzy dni 19,6 mln dolarów. Ciekawe, jak pójdzie filmowi na rynkach międzynarodowych.

„BFG” to pierwszy film nakręcony przez Spielberga dla Disneya i zapewne studio nie jest zachwycone. Na pewno jednak nie narzeka na tegoroczną swoją pozycję. Na pierwszym miejscu box office’u w USA, trzeci weekend w rzędu, znajduje się animacja „Gdzie jest Dory”. Po spadku, który sięgnął 42 procent wpływy w weekend wyniosły 41,9 mln dolarów i w sumie film uzbierał za oceanem imponujące 372 mln dolarów. Nie ma wątpliwości, że popularność Dory wpłynęła na sytuację Bardzo Fajnego Giganta. Globalnie „Gdzie jest Dory” uzbierała już 538 mln dolarów i jest 5 w historii najpopularniejszą animacją.

Drugi weekend dla sequela „Dnia niepodległości” potwierdził jego tragiczną sytuację. Wpływy spadły o 60 procent i wyniosły 16,5 mln dolarów. W sumie w USA wpływy wynoszą 76,3 mln dolarów.

Dobrze radzi sobie komedia „Agent i pół”, która straciła w drugi weekend jedynie 32 procent i w USA uzbierała już 91,8 mln dolarów. Z rynkami na świecie wpływy wynoszą 122 mln dolarów.