wtorek, 23 maja 2017

Gdynia jak Opole? Filmowcy nie dajcie się podzielić

Fot. Agata Dąbrowska/bindupphoto.pl
[FELIETON] Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, muzyczne święto, dekady tradycji i wielka historia. Takiego zamieszania i skandalu wokół wydarzenia kulturalnego nie było w Polsce, odkąd sięgam pamięcią. Polska scena muzyczna trzęsie się posadach. Spór trwa! Mam poważne obawy, czy podobny scenariusz nie czeka też polskiego kina? Wystarczy tak niewiele…

Na horyzoncie wydarzeń jest już 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, pierwszy bez dyrektora artystycznego od lat, edycja na którą znaczący wpływ będzie chciało mieć zapewne Ministerstwo Kultury. Już przed rokiem nie obyło się bez skandalu. Jerzy Zalewski reżyser „Historii Roja” niezakwalifikowanie swojego filmu na festiwal w Gdyni uznał za akt polityczny. Wtórował mu Minister Kultury. Tłumaczenia Dyrektora Artystycznego na nic się zdały, pozostał spory niesmak po całym zamieszaniu. Podobno bez związku z tą sprawą w Gdyni przed rokiem pokazano bardzo nieudany „Smoleńsk”. Historia osądzi czy była to dobra decyzja.

Jaka czeka przyszłość środowisko filmowe? Kto i jak będzie chciał wpłynąć na polskie kino? Wydaje się, że nasza kinematografia trzyma się razem, że działania PISF i SFP dobrze odgradzają nas od politycznych wpływów, że nie ma dużych podziałów środowiskowych, a wszyscy pracują na sukces polskiego kina w kraju i poza jego granicami. Niestety wydarzenia w środowisku muzycznym pokazały, jak niewiele trzeba, by wywrócić wszystko „do góry nogami”.

Już teraz Ministerstwo Kultury małymi (dużymi?) ruchami ingeruje w przyszłość polskiego kina. Ma do tego oczywiście prawo, ale… Najpierw, mimo niewielkiego oporu, wprowadzono do komisji eksperckich PISF „swoich ludzi”, a usunięto nieprzychylnych władzy polskich twórców (m.in. Agnieszkę Holland). Nie wywołało to wielkiej burzy, bowiem nie miało to jeszcze znamion „wymian elit” w polskim kinie. Wynika to po prostu z tego, że rządząca opcja polityczna nie ma zbyt wielkiego zaplecza w środowisku polskich filmowców. Minister Kultury miał i wykorzystał prawo ingerencji w listy eksperckie PISF. Było gorąco w tym temacie, ale sprawa została uspokojona przez władze PISF i dziś komisje działają bez większych zgrzytów. Czasami tylko eksperci wskazani przez ministra Glińskiego nie mają za wiele do roboty, ale to nie jest wielki problem. Za to dokumentaliści są pełni obaw, bowiem ta dziedzina polskiego filmu przechodzi powoli pod dominujące wpływy elit konserwatywnych.

Większym echem odbiła się decyzja o połączeniu Filmoteki Narodowej i Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Ostatecznie obie państwowe instytucje będą działały razem od 1 czerwca, pod wspólną nazwą Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny. To może być punkt zapalny w polskiej kinematografii. Obie instytucje są w naszej branży bardzo cenione i bardzo potrzebne, każda z nich pochwalić może się wielkimi osiągnięciami, a jednak zdecydowano się na ich połączenie. Ministerstwo Kultury uznało, że konieczne jest „zapewnienia większej efektywności działań na rzecz zabezpieczenia i udostępnienia narodowego dziedzictwa audiowizualnego, ze szczególnym uwzględnieniem zbiorów Filmoteki Narodowej oraz potencjału wiedzy i techniki Narodowego Instytutu Audiowizualnego”. Ta argumentacja niczego nie mówi wprost, a czarny scenariusz wskazuje na to, że Ministerstwo chce w ten sposób przejąć kontrolę nad instytucjami i w ten sposób wejść mocniej w struktury polskiej kinematografii. Wiele pytań dotyczących FN – IA pozostaje bez odpowiedzi, a kluczowa zagadka dotyczy dyrektora nowej instytucji, podziałów odpowiedzialności oraz zasobów ludzkich w byłych instytucjach.

Nie wiadomo też, jak do sprawy podejdzie samo środowisko. Niedawno jeszcze polscy twórcy z Rady NInA pisali do ministra Glińskiego, aby prosić go o przemyślenie tej decyzji, argumentując jakoby połączenie obu instytucji było niekorzystne dla polskiej kultury. Wskazywały na to także różnego rodzaju fachowe ekspertyzy. Ministerstwo Kultury wydaje się niewzruszone. Czy po 1 czerwca poznamy szczegóły dotyczące działalności Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego? Mam taką nadzieję.

O tym, że wcale nie musi być tak źle wskazują chociażby dotacje Ministerstwa Kultury na działalność festiwalową. Co prawda znalazły się imprezy bez wsparcia MKiDN, ale większość największych wydarzeń, ciągle może liczyć na przychylność i działa w niezmienionych strukturach. Oczywiście widać wyraźne wsparcie dla inicjatyw patriotycznych, ale przecież i tam zrodzić mogą się ciekawe inicjatywy filmowe, a publiczność zapewne wypatruje i takich wydarzeń.

Większe obawy mam o przyszłość Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Nie wiadomo jak będzie wyglądała nowa koncepcja tej imprezy. Należy oczekiwać, że organizatorzy nie będą już tak rygorystycznie dobierać repertuar festiwalowy, zapewne pojawi się większa liczba filmów. Nie ma to jednak nic wspólnego z nastrojami politycznymi i społecznymi w kraju, a raczej chodzi o ruchy wewnątrz samego środowiska. Czy dobór filmowy może poróżnić organizatorów? Czy będą ostre sprzeciwy dotyczące pojawienia się niektórych twórców? Czy można wyobrazić sobie festiwal bez „Pokotu” Agnieszki Holland? NIE MOŻNA!

Warto pamiętać, że głównymi organizatorami Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni są Ministerstwo Kultury, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Stowarzyszenie Filmowców Polskich oraz władze Gdyni i województwa pomorskiego. Współorganizatorem jest jednak TVP, a przykład festiwalu w Opolu pokazuje, że może dojść tutaj do sporych spięć. Czego dowodem zeszłoroczne zachowanie Jacka Kurskiego, który na siłę próbował obdarować nagrodą Wojtka Smarzowskiego. Komitet Honorowy festiwalu stanową Piotr Gliński i Jacek Kurski,  szef SFP Jacek Bromski oraz władze regionu i miasta Mieczysław Struk i Wojciech Szczurek. W Komitecie Organizacyjnym, który de-facto będzie decydował o kształcie festiwalu są m.in. Magdalena Sroka (PISF), Jarosław Sellin (MKiDN), Jacek Bromski (SFP), Maciej Stanecki (TVP), Agnieszka Odorowicz. Zacne nazwiska, reprezentujące różne opcje, ale mam nadzieję działające w interesie polskiego kina.

Festiwal w Gdyni nie jest tak zapalnym wydarzeniem, jak Festiwal w Opolu, ale jedna kontrowersyjna decyzja może rozpętać zamieszanie, które doprowadzić może ostatecznie do wybuchu wielkiego środowiskowego sporu. Na pewno nie jest to wskazane i trzeba wykazać się czujnością. Umiejętności Jacka Bromskiego poruszania się w środowisku i w kontaktach z ministerstwem odegrają tutaj zapewne znaczącą rolę. Ważnym sprawdzianem dla dzisiejszej sytuacji w środowisku będzie sprawa związana z ustanowieniem specjalnej ulgi podatkowej dla zagranicznych producentów, chcących realizować swoje filmy i seriale w naszym kraju. Jeśli wszystko pójdzie dobrze rząd i środowisko filmowców będą mogli odnotować wspólnie wielki sukces.

Patrzę w przyszłość optymistycznie. Budująco wyglądają zdjęcia polskich twórców świętujących w tym roku w Cannes pamiętny sukces Andrzeja Wajdy, pokazujące światu siłę polskiego kina, a przede wszystkim jedność środowiska. 

Agata Dabrowska bindupphoto.pl