niedziela, 21 maja 2017

„Wiedźmin” dla Netflixa. Bagiński mówi niewiele


Tomek Bagiński nie zdradza zbyt wielu informacji na temat przyszłości serialu „Wiedźmin”, ale gdy zabiera głos to robi się i tak ciekawie. Oto fragmenty takiej rozmowy.

Gazeta.pl piórem Małgorzaty Steciak przeprowadziła rozmowę z Bagińskim o szykowanym „Wiedźminie”. Z licznych mało ważnych informacji wyciągam, to co najcenniejsze.

O tym, że zmieniono plan nakręcenia filmu kinowego w serial Bagiński mówi:

Nie jest tajemnicą, że pracujemy nad tym projektem już od kilku lat. Początkowo chcieliśmy zrealizować film pełnometrażowy, ale historie Andrzeja Sapkowskiego są na tyle rozbudowane i wartościowe, że bardzo szybko stało się jasne, że nie mieszczą się one w ramach jednego filmu. W tej chwili cała nasza energia skupia się na serialu i wydaje mi się, że to jest naturalna forma dla prozy Sapkowskiego.

Żyjemy w czasach renesansu seriali. Mamy 2017 rok, filmy, które są dostępne w kinach, to są w większości tzw. produkcje "eventowe". Nie są traktowane w kategorii kina, lecz pewnego wydarzenia czysto rozrywkowego, skierowanego do bardzo szerokiej widowni. To są filmy, które wciąż są szalenie popularne, ale mam wrażenie, że opowieść o Geralcie z Rivii do tego nurtu nieszczególnie pasuje.

Bagiński jest zadowolony, z pomysłu nakręcenia serialu

Widz, jakiego szukamy, jest w tej chwili w telewizji i na platformach subskrypcyjnych, które niebywale rozwinęły się na przestrzeni ostatnich lat, m.in. dzięki Netfliksowi, HBO czy Amazon Prime. Dłuższe narracje, nie tak bardzo zestandaryzowane, bardzo dobrze się sprawdzają w tej formule. Nie ma jednego pomysłu na serial. Nie trzeba tak mocno przykrawać konceptu do narzuconego odgórnie formatu. Te platformy nie działają w oparciu o model reklamowy znany z tradycyjnej telewizji, lecz utrzymują się z subskrypcji użytkowników. To daje twórcy znacznie więcej wolności. Telewizja i platformy streamingowe stały się miejscem odważnych eksperymentów narracyjnych, tam rodzą się nowe talenty, które później podbijają świat kina.

O współpracy z amerykańskimi producentami, Seanem Danielem i Jasonem Brownem:

- Jesteśmy w bardzo bliskim kontakcie, na tym etapie jest dużo pracy organizacyjnej i synchronizacji między zespołami w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Sean Daniel kończy obecnie pracę nad "Mumią" z Tomem Cruisem, Jason Brown wciąż jest mocno zaangażowany w produkcję serialu "The Expanse". To są bardzo zajęci ludzie, ale z czasem wszyscy nauczyliśmy się sobie ufać. Jesteśmy profesjonalistami i mamy wyraźny podział obowiązków. To jest zresztą kolosalna, niewidzialna robota. Gdybym dziesięć lat temu wiedział, że tak w dużej mierze wygląda praca reżysera, to pewnie bym wolał do końca życia siedzieć przed komputerem i robić symulacje wybuchów [śmiech].

Czy „Wiedźmin” będzie kręcony w Polsce?

Odpowiem dyplomatycznie. Pomysł na "Wiedźmina" wpisuje się w koncept kulturotechu opisywany przeze mnie wspólnie z moimi kolegami z Platige Image, rozumiany jako splot produktów, usług i doświadczeń związanych z kulturą, technologią, nowymi mediami i odpowiednio przygotowanymi modelami biznesowymi. Uważam, że Polska ma ogromny potencjał, by stać się mocnym graczem na międzynarodowej arenie biznesowo-kulturowej, ale musi stworzyć odpowiednie narzędzia, by umieć zainteresować swoją kulturą resztę świata. Pomysł naszego słowiańskiego kulturotechu na pewno będzie obecny w "Wiedźminie". Ile jednak będzie odcinków, jakie to będą lokacje, scenariusze, kto będzie showrunnerem, kto zagra główną rolę - to są na razie pytania, na które odpowiedzi są objęte tajemnicą.

Cały wywiad tutaj.