poniedziałek, 9 stycznia 2017

Złote Globy 2017. Rekordy, niespodzianki, momenty


[SEZON NAGRÓD 2016/2017] Złote Globy 2017 przebiegały bez większych sensacji, ale niespodzianek nie brakowało. Pobito historyczny rekord tej nagrody, są też przegrani w tym roku, nie zabrakło politycznych wypowiedzi wprost i tych nieco bardziej zakamuflowanych. Gala na żywo nie była prezentowana w naszym kraju. Zapraszam więc do obejrzenia jej fragmentów.

Gala fantastycznie rozpoczęła się od filmiku z udziałem Jimmy’ego Fallona oraz gwiazd produkcji  nominowanych w tym roku do Złotych Globów. Szczególnie fajnie wypadają gwiazdy „Westworld” i „Stranger Things”.


„La La Land” pobił rekord w liczbie zdobytych Złotych Globów podczas jednej uroczystości. Musical otrzymał ich siedem, w kategoriach: Najlepszy Musical/Komedia, Aktorka i Aktor w Musicalu/Komedii (Emma Stone i Ryan Gosling), Reżyseria, Scenariusz (obie dla 31-letniego Damiena Chazelle’a), Piosenka, Muzyka (obie dla Justina Hurwitza + kolegów od piosenki). Poprzedni rekord należał do filmów „Lot nad kukułczym gniazdem” i „Midnight Express”, które otrzymały po sześć nagród.

„La La Land” wygrał Złote Globy we wszystkich kategoriach, w których był nominowany. A skoro ten film zgarnął wszystkie nagrody w kategorii doceniającej musicale i komedie to przegranymi zostały m.in. „Deadpool” i „Boska Florence”.

„La La Land” miał bardzo ułatwioną drogę do wygranej, bowiem żaden inny film nie wzbudził takich emocji w sezonie nagród. „Deadpool” zdobył tytuł najszerzej dyskutowanego filmu w w mediach społecznościowych, ale to ciągle „tylko” komiksowa produkcja. Mimo tej wygranej „La La Land”, choć dziś jest faworytem Oscarów, nie będzie miał wcale ułatwionej drogi do tej nagrody. W grze jest bowiem „Moonlight”, a jego notowania znacznie poszybowały w górę.

I właśnie finał wieczoru należał do skromnego „Moonlight”. Mimo przegranej w większości kategorii (bolesny brak nagrody za role drugoplanowe), film ten triumfował w ostatniej i najważniejszej zdobywając Złoty Glob dla najlepszego dramatu. Ta nagroda zaskoczyła nawet samych twórców.


Niskobudżetowy „Moonlight” kosztował jedynie 5 milionów dolarów i można założyć, że był najtańszym w historii filmem docenionym Złotym Globem w tej kategorii. Swoje nazwisko dał produkcji i producentem wykonawczym filmu został m.in. Brad Pitt, ale za produkcję odpowiadała Adele Romanski.

Swój pierwszy Złoty Glob w wieloletniej karierze otrzymała Isabelle Huppert. To wielkie uznanie dla jej dorobku i nadrobienie sporej zaległości. Cieszy się też Europa! Było coś symbolicznego w tym, że przedstawiając podczas gali aktorkę Leonardo DiCaprio nieprawidłowo wymówił jej nazwisko – czym wywołał uśmiech na twarzy samej laureatki. Warto jednak pamiętać, że był czas, gdy Huppert walczyła o miejsce w Hollywood, ale skończyło się jedynie na kilku dobrych filmach.

Największa niespodzianka tegorocznej gali jest udziałem Aarona Taylora-Johnsona nagrodzonego za rolę drugoplanową w filmie „Zwierzęta nocy”. Wśród pokonany znalazł się bowiem zdecydowany faworyt tej kategorii Mahershala Ali występujący w „Moonlight”. Niekoniecznie sytuacja ta powtórzy się podczas Oscarów. Taylor-Johnson nie otrzymał bowiem nominacji do nagrody Gildii Aktorów Ekranowych, a to właśnie one najczęściej trafnie wskazuje oscarowe nominacje. Czas pokaże czy Glob pomoże aktorowi powalczyć o Oscara. Przed rokiem Sylvester Stallone choć otrzymał Glob to nominacji nie zdobył.

Wśród filmów, które nie zdobyły żadnej nagrody znalazły się m.in.: „Przełęcz ocalonych”, „Aż do piekła”, „Lion. Droga do domu” i wszystkie poza „La La Land” Komedie i Musicale.

Na gali pojawił się młodziutki odtwórca jednej z głównych ról w filmie „Lion. Droga do domu”, kilkuletni Sunny Pawar. Kilka miesięcy temu chłopiec i jego ojciec nie otrzymali zgody rządu USA na wjazd do tego kraju. Na Złotych Globach na scenie Sunny Pawar pojawił się wspólnie z Devem Patelem.


W czasie gali oddano hołd zmarłym niedawno w odstępie jednego dnia Carrie Fisher i Debbie Reynolds, dwóm wielkim gwiazdom Hollywood.


Zdobywczyni nagrody za całokształt twórczości Meryl Streep została w bogatej przemowie zapowiedziana przez Violę Davis, a potem pojawił się znakomicie zmontowany filmik z najsłynniejszymi rolami laureatki Nagrody im. Cecile’a B. DeMille’a.


Meryl Streep dała prawdziwie emocjonalną przemowę pełną politycznych wypowiedzi. Aktorka z jej pozycją mogła powiedzieć co sądzi o Donaldzie Trumpie, jego polityce emigracyjnej i sytuacji jaka obecnie panuje z tego powodu w Hollywood.


Występ Goldie Hawn, choć był zapewne scenariuszowo zaplanowany i miał być zabawny, wypadł niestety niezbyt udanie. Udawane pomyłki wyglądały pokracznie. Sytuację uratowała obecna obok niej Amy Schumer.

Zdecydowanie najzabawniejszy popis podczas Złotych Globów dali Kristen Wiig i Steve Carell, którzy przedstawiali kategorię poświęconą pełnometrażowym filmom animowanym. I choć opowiadali smutne historie, to sala i widzowie bawili się znakomicie.


Tylko pozorną sensacją było zwycięstwo filmu „Elle” w kategorii poświęconej filmom nieanglojęzycznym. Wśród pokonanych znalazł się bowiem „Toni Erdmann”, wielki faworyt tej nagrody. Pamiętajmy jednak, że autorem „Elle” jest Paul Verhoeven, reżyser bardzo w Hollywood rozpoznawalny, autor m.in. „Nagiego instynktu” i „Robocopa”. To na pewno miało jakiś wpływ na wybór HFPA.

Co ciekawe „Elle” i „Toni Erdmann” nie spotkają się podczas oscarowego pojedynku. Amerykańska Akademia Filmowa nie zamieściła francuskiego filmu na swojej skróconej liście. I tym samym „Toni Erdmann” ciągle jest w grze i ciągle jest faworytem.

Sporym osiągnięciem pochwalić może się też Stephen Daldry reżyser najlepszego serialu dramatycznego zatytułowanego „The Crown”. Twórca ten ma na swoim koncie pięć kinowych filmów i zdecydowana ich większość rywalizowała o główne Oscary. Za „Billy’ego Elliota”, „Godziny” i „Lektora” był nominowany do Oscara (te dwa ostatnie przyniosły mu też nominacje do Globów). Serial „The Crown” potwierdził bardzo mocną pozycję tego twórcy w filmowym świecie.

W kategoriach telewizyjnych zwyciężyły seriale debiutujące na rynku. „The Crown” w dramacie, „Atlanta” w komedii oraz „American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona” wśród produkcji limitowanych.

Niektórzy obserwatorzy piszą, że wygrana „Atlanty” to niespodzianka, ale zdecydowanie tak nie jest. Serial ten od dłuższego czasu uchodził za faworyta swojej kategorii, mimo że konkurenci byli bardzo silni (m.in. triumfator sprzed roku „Mozart in the Jungle” i zawsze mocna „Figurantka”).

Donald Glover to objawienie i najgorętsze dziś nazwisko w Hollywood. I jego wygrana nie była zaskoczeniem, a wśród pokonanych znalazł się m.in. Jeffrey Tambor.


Spodziewano się wielkiej wygranej serialu „American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona”, a tymczasem dwie nagrody aktorskie sprzed nosa zabrał mu „Nocny recepcjonista”. Sterling K. Brown i Courtney B. Vance to najwięksi tegoroczni przegrani w kategoriach telewizyjnych, choć wcześniej wygrali Emmy.

Zaś „Nocny recepcjonista” z trzema aktorskimi nagrodami (Tom Hiddleston, Olivia Colman, Hugh Laurie) to największy wygrany kategorii telewizyjnych. Ich triumf nazwano „brytyjską inwazją” (dodając do tego Claire Foy).

Sporą sensacją była na pewno wygrana Olivii Colman, cenionej brytyjskiej aktorki, ale jednak nie mającej przed galą tak wysokich notowań. Tym bardziej, że pokonała ona m.in. Thandie Newton, Lenę Headey i Mandy Moore.

W moim prywatnym rankingu bardzo nisko cenię rolę Toma Hiddlestona i już nominacja była dużym dla niego wyróżnieniem. Tymczasem pokonał on m.in. mojego faworyta Johna Turturro, znakomitego Bryana Cranstona oraz głównego pretendenta do nagrody Courtneya B. Vance’a. HFPA w tym momencie bardzo zaskoczyło swoim wyborem.

Nie mam też wątpliwości, że John Lithgow był zdecydowanie lepszy do Hugh Laurie, ale co ja tam wiem… Występ Hugh Lauriego na gali był jednak bardzo udany - na czasie i zabawny.


Jedną z niespodzianek Złotych Globów 2017 była też wygrana Billy’ego Boba Thorntona, który przed dwoma laty odbierał tę nagrodę za „Fargo”. Nie powtórzył więc swojej wygranej sprzed roku Rami Malek („Mr. Robot”).

Największym przegranym tegorocznych Złotych Globów jest HBO, które mimo 14 nominacji nie zdobyło żadnej nagrody a przecież o nagrody rywalizowały głośne i bardzo udane "Westworld", "Długa noc" i "Gra o tron". Jeszcze kilka lat temu i przed erą internetowych gigantów taka sytuacja była nie do pomyślenia.

Swoje pierwsze aktorskie Złote Globy w karierze zdobyli: Isabelle Huppert, Casey Affleck, Ryan Gosling, Viola Davis, Aaron Taylor-Johnson, Claire Foy, Tom Hiddleston, Donald Glover, Tracee Ellis Ross, Sarah Paulson, Olivia Colman.

Zdecydowanie w tym roku dominowały bogate brody u znacznej części hollywoodzkich aktorów. Ben Affleck, Casey Affleck, Jon Hamm, Chris Pine, Jake Gyllenhaal i jeszcze kilku innych panów wyglądało jak bohater „Zjawy”. A tymczasem DiCaprio wbrew modzie…

Na gali pojawili się giganci Hollywood. Na scenie wystąpili Leonardo DiCaprio i Brad Pitt. Biorąc pod uwagę ostatnie zamieszanie wokół Brada Pitta, można jego zaproszenie uznać za niespodziankę. Przydałoby się tylko, aby asystent DiCaprio nauczył go wymawiać nazwisko Huppert, bo wypadło to podczas gali bardzo słabo.


Na poważnie lub żartem pojawiały się odniesienia do Donalda Trumpa, którego wybór na prezydenta USA wywołał spore poruszenie w Hollywood. Jimmy Fallon porównał na przykład prezydenta-elekta do króla Joffreya z „Gry o tron”. Cały wstęp Fallona uznać należy za udany, ale nie wyróżniał się on niczym oryginalnym.


Na scenie podczas Złotych Globów pojawił się też Pierce Brosnan, który niedawno temu we Wrocławiu odbierał nagrodę od Europejskiej Akademii Filmowej.

Finałową nagrodę wręczali Sylvester Stallone i Carl Weathers, czyli gwiazdy „Rocky’ego”. Latka lecą… Za to córki Stallone’a podawały nagrody, kręciły się na scenie i wyglądały bardzo ładnie (szkoda tylko, że ich prezentację zepsuł analny żart).


O modzie wśród pań się nie wypowiadam, ale za fryzurę Natalie Portman komuś bym „poleciał po premii”.

No i był jeszcze pocałunek...