poniedziałek, 13 marca 2017

Oscary 2018. Kto powalczy o nagrody?


Opadł już nieco kurz po oscarowej wpadce stulecia, ale „show must go on” i już wypatrywani są kandydaci do przyszłorocznych nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Na razie to daleko idące spekulacje, ale studia już typują swoich kandydatów do Oscarów, już pojawiają się pierwsze filmy, choć generalnie na premiery wielu czekamy wszyscy z niecierpliwością. Niech więc przegląd kandydatów do Oscarów 2018 będzie też takim przewodnikiem po ciekawie zapowiadających się premierach tego roku.

Na razie jedno wiemy na pewno. Oscary 2018 przyznane zostaną 4 marca przyszłego roku, tradycyjnie z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego. Nie wiemy jeszcze kto poprowadzi to wydarzenie i czy zmienią się producenci i realizatorzy gali. Mimo „oscarowej wpadki 2017” Akademia wysoko oceniła ich pracę. Faktem jest jednak, że oglądalność gali spadła, mimo kilku fajnych pomysłów i dość wartkiego przebiegu samej uroczystości. Można więc oczekiwać pewnych zmian, a na pewno księgowi z PWC odpowiedzialni za koperty z laureatami już się  na gali nie pojawią. Czas pokaże jak Akademia podejdzie do współpracy z tą firmą. Jak widać, niewiele wiadomo, ale można już wypatrywać oscarowych kandydatów. Jest ich już sporo, większość pojawi się w drugiej połowie roku, najgoręcej zrobi się pod koniec sezonu.

DLA KOGO OSCARY 2018?

Pierwsze prognozy wskazują, że o Oscary 2018 mogą powalczyć Woody Allen, Paul Thomas Anderson, Darren Aronofsky, Kathryn Bigelow, Sofia Coppola, Todd Haynes,  Christopher Nolan i Alexander Payne. Jak widać nazwiska cenione, walczące już poprzednio o Oscary (wielu z nich z powodzeniem). To zawsze mocni kandydaci, ale widać po tegorocznej gali wypatrywać też należy twórców młodszych, debiutujących lub początkujących, którzy mogą wygom ponownie pokazać, że głos należy dziś do nich.

Kilkanaście filmów znajdujących się dziś na liście najpoważniejszych kandydatów do Oscarów 2018 wygląda bardzo ciekawie i nie ważne, czy Akademia zwróci na nie swój wzrok, do kina idę na pewno.

Za nami pierwsze ważne międzynarodowe wydarzenia filmowe. Na Sundance i w Berlinie pokazywane były już produkcje, które zdecydowanie mogą znaleźć się na oscarowej orbicie. Dziś najwięcej miejsca poświęca się filmowi „Logan: Wolverine”, który zachwycił krytyków i spodobał się publiczności. Bardzo poważne i udane przedsięwzięcie superbohaterskie. Dziś rzeczywiście jeden z najbardziej udanych „popularnych” filmów amerykańskich, ale do Oscarów jest jeszcze bardzo daleko i nie wierzę by Akademia dająca w tym roku Oscara filmowi „Moonlight” i lekceważąca „Deadpoola” (gdzie jest nominacja za scenariusz!?) przekonała się do „Logana”. Z drugiej strony skoro „Mad Max: Na drodze gniewu” tak bardzo się podobał w zeszłym roku w Akademii, to kto wie…

Można jednak założyć, że nie w takich propozycjach Akademia będzie poszukiwała swoich faworytów. Popatrzmy co proponują „artyści”.

Na Sundance Film Festival zaprezentowano „Call Me By Your Name”, najnowszy film Luki Guadagnino, autora m.in. zeszłorocznych „Nienasyconych”. Omawiany tytuł został już zakupiony do dystrybucji przez Sony Pictures Classics, co momentalnie wywindowało jego oscarowe szanse. To historia młodego chłopaka, który zakochuje się w asystencie swojego ojca. Główną postać gra Timothee Chalamet, którego rola oceniona została jako wybitna, a partneruje mu Armie Hammer, który stworzył podobno najlepszą kreację w swojej karierze. Recenzenci piszą o „Call Me By Your Name”, że to film zmysłowy, genialnie pokazujący problemy dojrzewania.

Z Sundance pochodzi też „Mudbound” opowiadający o dwóch mężczyznach, który po powrocie z II wojny światowej podejmują się pracy na farmie, a muszą walczyć z rasizmem i dostosować się do życia w nowych warunkach. W głównych rolach występują Carey Mulligan, Mary J Blige, Garrett Hedlund, Jason Mitchell i Rob Morgan. Innym kandydatem ze wspomnianego festiwalu jest „Crown Heights”.

Bardzo czekam na powrót kilku twórców, a takim reżyserem jest dziś dla mnie Alexander Payne, autor „Spadkobierców”. Jego nowy film zatytułowany jest „Downsizing”, a główne role zagrali Matt Damon, Kristen Wiig i Christoph Waltz, którym już dziś zwiastowane są nominacje za role aktorskie. To satyra społeczna, a jednocześnie komediodramat science fiction, opowiadający o małżeństwie, które zdaje sobie sprawę, że miałoby lepsze życie gdyby… no właśnie, niech to będzie niespodzianka (a brzmi to tak absurdalnie, że lepiej nie zdradzać). Premiera w USA 22 grudnia, dystrybutorem jest Paramount.

Dość niespodziewanie zaskoczył wszystkich swoim projektem Darren Aronofsky, który po znakomitym „Czarnym łabędziu” i nieudanym „Noe” z 2014 przygotowuje obecnie film „Mother!”, w którym główną rolę gra Jennifer Lawrence, a partnerują jej Javier Bardem, Michelle Pfeiffer, Domhnall Gleeson i Ed Harris. Bohaterami tej historii będzie pewna para, dla której testem w ich spokojnej egzystencji będzie przybycie nieproszonych gości. Ponownie Paramount dystrybuuje, a premiera zapowiadana jest na październik.

Trzymam rzecz jasna kciuki za „Dunkierkę” Christophera Nolana, a to twórca który zdecydowanie zasłużył na Oscara. Po „Incepcji” i „Interstellar” tym razem reżyser opowiada o ewakuacji alianckich żołnierzy z plaż Dunkierki latem 1940 roku. To jeden z tych filmów, których premiera oczekiwana jest w tym roku na festiwalu w Cannes. W głównych rolach występują Tom Hardy, Cillian Murphy, Mark Rylance, Kenneth Branagh, a premiera w Polsce odbędzie się w połowie lipca.

„The Glass Castle” to znacznie mniejsza produkcja, której autorem scenariusza i reżyserem jest Destin Daniel Cretton. Poprzedni film tego twórcy to udany „Short Term 12” i stąd tak wysokie oczekiwania związane z nową produkcją, w której występuje w głównej roli Brie Larson (Oscar za „Pokój”) a partnerują jej Naomi Watts i Woody Harrelson. To historia dziewczyny, która żyje w dysfunkcyjnej rodzinie z ekscentryczną matką i ojcem alkoholikiem.

„Wonderstruck” to najnowszy film Todda Haynesa, autora „Carol” i „Daleko od nieba”. To historia młodego chłopaka ze Środkowego Zachodu, który spotyka na swojej drodze dziewczynę z Nowego Jorku. Film produkowany jest przez Amazon Studios, a w obsadzie znajdują się Michelle Williams i Julianne Moore.

„Lean On Pete” to nowy film ze studia A24, które stoi za produkcją „Moonlight”. Nie jest więc zaskoczeniem, że ich kolejne przedsięwzięcie wzbudza spore zainteresowanie. To historia chłopaka, który wyrusza w podróż w poszukiwaniu dawno zaginionej ciotki, a któremu w wyprawie towarzyszy skradziony koń wyścigowy. Reżyserem filmu jest Andrew Haigh, który niedawno pokazał bardzo udane „45 lat”. W obsadzie występują Travis Fimmel, Chloe Sevigny, Steve Buscemi, Steve Zahn oraz odtwórca roli głównej Charlie Plummer.

Po zrealizowaniu „Lion. Droga do domu” i tak wielu nominacjach do Oscara nazwisko Garetha Davisa jest dziś kojarzone z tymi nagrodami. Jego kolejnym filmem jest „Maria Magdalena”, w której reżyser powraca do historii Marii, matki Jezusa. Za produkcją stoją Universal i The Weinstein Company. Rooney Mara zagrała w roli tytułowej, Joaquin Phoenix pojawi się jako Jezus,  Chiwetel Ejiofor wcieli się w postać Piotra a Tahar Rahim będzie Judaszem. Greig Fraser (Złota Żaba na Camerimage za „Liona” i zdjęcia do „Łotra 1”) odpowiedzialny jest za zdjęcia, a kostiumy zaprojektowała czterokrotnie nominowana do Oscara Jacqueline Durran.

Na kolejnego Oscara będzie miała szansę Emma Stone, której film „Battle of the Sexes” jest dziś bardzo oczekiwany. To oparta na faktach historia słynnego tenisowego pojedynku tenisowego pomiędzy mężczyzną a kobietą. To była wojna płci. Partnerem i konkurentem Stone jest Steve Carell, a reżyserują Jonathan Dayton i Valerie Faris odpowiedzialni za “Małą Miss”.

Z nowym projektem powraca po pięciu latach od nakręcenia „Wroga numer 1” Kathryn Bigelow, jedyna kobieta mająca na koncie Oscara za reżyserię („The Hurt Locker”). Jej niezatytułowany jeszcze projekt rozgrywał będzie się w Detroit w 1967 roku podczas zamieszek na tle rasowym. W obsadzie znajdują się John Boyega, John Krasinski, Anthony Mackie, Will Poulter i Jack Reynor. Bigelow wspiera scenarzysta Mark Boal, operator Barry Ackroyd i montażysta William Goldenberg.

Nie miał w ostatnich latach szczęścia do filmów Joe Wright, twórca pamiętnej „Pokuty”. Jego „Darkest Hour” to opowieść wojenna, której bohaterem jest Winston Churchill, a historia rozgrywa się podczas bitwy o Anglię. W roli słynnego brytyjskiego premiera występuje Gary Oldman.

Za to szczęście do swoich ostatnich projektów miał Alfonso Cuaron, który milczy od czasu zrealizowania „Grawitacji” w 2012 roku. Tym razem w filmie „Roma” twórca ten powraca do rodzinnego Meksyku i opowie nam historię pewnej rodziny żyjącej w stolicy tego kraju w 1970 roku. Autorem zdjęć jest trzykrotny zdobywca Oscara Emmanuel Lubezki.

Nie wiadomo czy z nowym filmem zdąży Paul Thomas Anderson, który tym razem opowie o świecie projektantów mody, a do głównej roli zatrudnił dawno niewidzianego Daniela Day-Lewisa. Nowy film kręci też zdobywca tegorocznego Oscara Asghar Farhadi oraz zawsze oscarowo mocny Aaron Sorkin, u którego w „Molly's Game” zagrali Jessica Chastain i Idris Elba. Będzie też nowy film Richarda Linklatera „Last Flag Flying”, nowy obraz Dana Gilroya (tego od „Wolnego strzelca”) zatytułowany „Inner City” i oczywiście niezatytułowany jeszcze film Woody’ego Allena. Warto zapamiętać też takie filmy, jak: “The Aftermath”, “Annihilation”, “The Current War”, “The Beguiled”.

Nie zapominajmy o nieco mniej artystycznych projektach, ale w Hollywood podczas Oscarów mogących odegrać znaczącą rolę. Taką produkcją jest „Star Wars: The Last Jedi”, który może przynieść nominację dla Marka Hamilla za rolę Luke’a Skywalkera. Pamiętajmy też, że wszystkie dotychczasowe filmy z serii „Gwiezdne wojny” były nominowane do Oscarów, nawet jeśli mówimy tutaj tylko o kategoriach technicznych.

Bardzo liczę, że w grę o główne Oscary włączy się „Blade Runner 2049”, ale zapewne skończy się na technicznych kategoriach. Zapewne także tutaj pojawią się „Strażnicy galaktyki 2” oraz „Piękna i Bestia”. Na koniec roku Fox zaplanował premierę filmu „The Greatest Showman”, do którego scenariusz napisał Michael Arndt („Mała Miss”), a który opowiada o słynnym impresario P.T. Barnum (Hugh Jackman). Od czasu realizacji oscarowego „12 Years a Slave” milczy Steve McQueen, który na ten rok planuje zaprezentować film „On Chesil Beach”. Bardzo też liczę na nowy film Michaela Haneke zatytułowany „Happy End”, w którym występują Isabelle Huppert, Mathieu Kassovitz i Jean-Louis Trintignant.

Nie zapominajmy też o Romanie Polańskim i jego „Delphine de Vigan” (True Story). To pierwszy film tego reżysera po czterech latach, projekt ponownie niewielki, ponownie z udziałem gwiazd (Emmanuelle Seigner i Eva Green). Pod wieloma względami „Delphine de Vigan” (True Story) to projekt bardzo intrygujący. Nad scenariuszem Roman Polański pracował z utytułowanym i cenionym Olivierem Assaysem („Sils Maria”). Tekst bazuje na znanej powieści, a jest to historia cenionej pisarki, która po wydaniu swojej najnowszej książki przechodzi przez trudny okres i staje się obiektem zainteresowania niezrównoważonej kobiety.

Przedstawiciele kina europejskiego szykują wiele ciekawych projektów. Swoje najnowsze filmy realizują obecnie m.in. Tomas Alfredson („Szpieg”) szykujący „The Snowman” z Michaelem Fassbenderem, Jean-Luc Godard, Michel Hazanavicius („Artysta”), Abdellatif Kechiche („Życie Adeli”), Ruben Östlund („Turysta”) i wielu innych.

Wśród pełnometrażowych animacji dziś numerem jeden jest „Lego Batman: Film”, ale przecież sezon dopiero się rozkręca. Warto też pamiętać, że Akademia zlekceważyła „Lego: Przygodę” i pytanie czy po kilku latach spojrzy życzliwszym okiem na tę kolorową opowieść. W 2017 roku w kinach pojawi się też nowa produkcja Pixara zatytułowana „Coco” oraz już niedługo „Dzieciak rządzi” a potem „Auta 3” i kolejne „Minionki”.

Wśród pełnometrażowych dokumentów wiele uwagi poświęca się dziś filmowi „An Inconvenient Sequel: Truth To Power”, który jest kontynuacją „Niewygodnej prawdy” poświęconej globalnemu ociepleniu (w 2007 roku film otrzymał dwa Oscary – za piosenkę i dla najlepszego dokumentu). W nowej produkcji Al Gore przygląda się ponownie zagrożeniom panującym na świecie.

Ten krótki materiał nie wyczerpuje tematu kandydatów do przyszłorocznych Oscarów. Już w maju na festiwalu w Cannes będzie okazja przyjrzeć się licznym filmom, które mogą liczyć się w rywalizacji o te nagrody.
[dla film.wp.pl]