wtorek, 14 marca 2017

Jerzy Radziwiłowicz jako Zdzisław Beksiński


Dobiegają końca prace nad krótkometrażowym filmem Katarzyny Łęckiej zatytułowanym „Pars pro toto”. Bohaterem tej historii jest Zdzisław Beksiński, w którego postać wcielił się Jerzy Radziwiłowicz. Film ma szansę wziąć udział w tegorocznym festiwalu w Cannes.

„Pars pro toto” to film krótkometrażowy, który powstaje w Studiu Munka, jest koprodukowany przez Wajda Studio, Halo Production i Coloroffon, a będzie to dla Katarzyny Łęckiej debiut reżyserski. Za zdjęcia odpowiada Tomasz Woźniczka, film montuje Jacek Kłoskowski. Współautorem scenariusza i autorem scenografii został Paweł Dobrzycki, który znał osobiście rodzinę Beksińskich, a jego ojciec Marian studiował ze Zdzisławem Beksińskim na krakowskiej architekturze. Marian i Zdzisław stworzyli wyjątkowy duet, który przerodził się w przyjaźń na całe życie. Rodziny Beksińskich i Dobrzyckich stały się sobie tak bliskie, że Zdzisław był dla Pawła Dobrzyckiego artystycznym ojcem, a Tomek Beksiński, młodszy od Pawła zaledwie o cztery lata, był dla niego jak młodszy brat – wspominają twórcy. Paweł Dobrzycki, doskonale obeznany z technikami malarskimi Beksińskiego, przekazał swoją wiedzę Jerzemu Radziwiłowiczowi, który wcielił się w postać słynnego malarza.

„Pars pro toto” ma już bogatą historię. Kilka lat temu pełnometrażowy projekt Katarzyny Łęckiej o Zdzisławie Beksińskim trafił do komisji eksperckiej w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, na której czele stała Agnieszka Holland. Pech chciał, że w tym samym czasie o środki na produkcję zabiegała „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, a Katarzyna Łęcka pracowała nad scenariuszem swojego filmu nie zdając sobie sprawy, że od wielu lat przygotowywany jest inny projekt o polskim malarzu. Nastąpiło porównanie obu projektów, a PISF zdecydował się wesprzeć znany i ceniony dziś fabularny film z Andrzejem Sewerynem. Z projektem związała się Agnieszka Holland, która wystawiła mu swoją rekomendację, a znaleźć można tam wiele ciepłych słów na temat pomysłu Katarzyny Łęckiej. Po decyzji PISF młoda autorka wystartowała w konkursie scenariuszowym Script Pro, a potem wraz ze swoim pomysłem trafiła do Wajda Studio. Za namową Wojciecha Marczewskiego i Andrzeja Wajdy, Katarzyna Łęcka zdecydowała się zrealizować krótki metraż, zapraszając do współpracy najbliższych przyjaciół Zdzisława Beksińskiego.


Projekt „Pars pro toto” brzmi bardzo intrygująco. Po śmierci żony i samobójstwie jedynego syna Zdzisław Beksiński, odcinając się od świata i ludzi, próbuje egzystować w pustym mieszkaniu. Jedynymi towarzyszami przeraźliwej samotności artysty są nagrania bliskich, wypełniające koszmar bezsennych nocy. Świadkami tych zmagań są postaci z obrazów, „patrzące” na Beksińskiego ze wszystkich ścian. Zdzisław usiłuje wrócić do normalnego trybu życia. Choroba zmusza go do przyjęcia niechcianej przez niego pomocy, od równie jak on samotnej, młodej rehabilitantki. Dotknięta pędzlem sztaluga i ciało uleczone przez dotyk, to dwie strony procesu, który obojgu daje nadzieję – pisze o swoim przedsięwzięciu autorka filmu. Katarzyna Łęcka chciała, by w ten filmowy obraz uwierzyli wszyscy ci, którzy znali Beksińskiego, by opowieść ta ich nie raniła, a był jak „pociągnięcie pędzla na płótnie”. W planowanej 90-minutowej fabule zawarte miało być ostatnich pięć lat życia artysty, w 30-minutowym krótkim filmie autorka musiała podjąć decyzję, co opowiedzieć i jak to pokazać, by historia przekonała do siebie. Katarzyna Łęcka skupiła się więc na „aspekcie dotyku”, a jak wiadomo Beksiński unikał takiego kontaktu z drugą osobą. Zdecydowałam się opowiedzieć maleńką historię, która przydarzyła się Beksińskiemu pod koniec życia i jest tylko śladowo opisana w dziennikach artysty, a dotyczyła wyjątkowego uczucia, które przydarzyło się starszemu człowiekowi po tym jak stracił wszystkich najbliższych, nie miał już nadziei na bliskość i miłość, a żył wspomnieniami oglądając nagrania, które przez lata rejestrował. W tym czasie Beksiński przeżywał kryzys twórczy, przesiadywał całymi dniami i nocami w domu, za zasłoniętą grubą firaną. I ten człowiek, wyjątkowym zrządzeniem losu, spotkał młodą kobietę, która przyszła mu z pomocą i otworzyła jego serce na miłość w sposób wyjątkowy. Ta historia pokazała, że w każdym momencie życia może nam się przytrafić coś pięknego. Dla mnie to historia uniwersalna – mówi o swoim filmie Katarzyna Łęcka. Tę bardzo ważną główną rolę kobiecą w filmie gra Anna Grycewicz.


Film powstawał w autentycznej pracowni Zdzisława Beksińskiego, a twórcy otoczeni byli prawdziwymi obrazami stworzonymi przez tego artystę. Trójwymiarowość dzieł Beksińskiego, uwypuklona okiem naszej kamery, potwierdziła zamiłowanie Zdzisława do reżyserii filmowej, o której marzył przez całe życie, a dawał temu wyraz malując przestrzennie na... płaskiej, pozbawionej malarskiej faktury płycie pilśniowej! – zdradza reżyserka. Dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, pan Wiesław Banach, dał ekipie dostęp do prawdziwej pracowni Beksińskiego, którą dziś można podziwiać w tamtym muzeum. Na planie pojawiły się prawdziwe obrazy tego twórcy, a Jerzy Radziwiłowicz używał przedmiotów należących do Beksińskiego. Muzeum udostępniło też archiwalne nagrania rodziny Beksińskich i w ten sposób w filmie „Pars pro toto” twórcy przemieszali ze sobą świat realny i ten wykreowany na ekranie. W dodatku Katarzyna Łęcka uzyskała zgodę na realizację niektórych scen w warszawskim mieszkaniu rodziny Beksińskich przy ulicy Sonaty. Ponieważ balkon, na którym 21 lutego 2005 roku znaleziono ciało zamordowanego artysty, nie był dotąd remontowany ani odnawiany, mieliśmy ciarki na plecach, gdy wszedł tam Jerzy Radziwiłowicz i kamerą należącą do Zdzisława Beksińskiego nakręcił widok z okna. Nagle zatrzymał się czas... – wspomina Katarzyna Łęcka.

Więcej na film.wp.pl
autorka zdjęć Izabela Magier