czwartek, 27 czerwca 2019

„Anima”, czyli Anderson, Yorke i Praga. Genialne!


Kolejna perełka na platformie Netflix (która tych wartościowych treści ma coraz mniej). Paul Thomas Anderson zrealizował krótkometrażowy film „Anima”, który wspiera płytę Thoma Yorke’a pod tym samym tytułem. Efekt jest taki, że oczu i uszu nie mogłem oderwać.

„Anima” to z jednej strony taki długi wideoklip, z drugiej niezwykły krótki film, z trzeciej wspaniały popis tanecznych popisów w praskich plenerach. Całość ma niezwykły styl i czuć tu wybitny reżyserski dotyk Andersona, który świetnie rozumie i czyta muzykę Yorke’a. Ten ostatni czuje za to kino, czego doświadczyć można oglądając nową wersję „Suspirii” z jego muzyką.

Historia opowiedziana w filmie „Anima” może być ciekawie interpretowana. Oto świat przyszłości, gdzie wszystko przebiega zgodnie z zasadami, a społeczeństwo wykonuje mechaniczne zadania zgodnie z przypisanymi im rolami. Jedna z postaci (Yorke) nie poddaje się dyktatowi i w poszukiwaniu miłości wymyka się tak skonstruowanemu światowi. Odmienność jednostki nie spotyka się ze zrozumieniem, bohater zostaje odrzucony, ale miłość ostatecznie zwycięża. Tak to widzę po pierwszym seansie…

Ogromną siłę w filmie mają popisy choreograficzne przygotowane przez zespoły taneczne i jak doczytałem w napisach, są to ludzie ze skandynawskich zespołów. Świetnie jest to wszystko synchronizowane, tłumy tancerzy mają w sobie coś magnetycznego. Pomysły inscenizacyjne są niezwykłe, raczej opierają się na pomyśle, niż technicznym sztuczkom. Część zdjęć powstała w Pradze i to też na ekranie widać i czuć. Gdzieś pobrzmiewają co prawda echa „Metropolis”, ale to tylko takie drobne skojarzenie, które ubogaca przekaz.

Wizualne mistrzostwo Paula Thomasa Andersona w połączeniu z dźwiękowym geniuszem Thoma Yorke’a przyniosły wybitny efekt.

Płyta „Anima” jest dostępna na Spotify i jako całość brzmi rewelacyjnie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza